Stało się – lato się skończyło i nadchodzą długie, ciemne, chłodne dni. Już w najbliższą niedzielę czeka nas zmiana czasu, co jest szczególnie dotkliwe dla wielu osób, ponieważ wcześniej zapada zmrok. Nie ma jednak powodu, aby popadać w melancholię lub zapadać w zimowy sen! Kiedyś nieustannie narzekałam na aurę, niskie ciśnienie, chłód i brak światła. Gdy tylko mogłam, uciekałam do ciepłych krajów odwracając się od zimy, w duchu przeklinając nasz klimat i miejsce, w którym się urodziłam.

Czy wynikło z tego coś pozytywnego? Nie. 🙂 Lato nadal się kończyło, zima zaczynała się tak jak zwykle. Prawdziwa przemiana nastąpiła dopiero wtedy, gdy JA się zmieniłam. Jak to się stało? Zmieniałam swoją… głowę!

1. Zmień to, co jesteś w stanie zmieniać.

Cóż, prawda jest taka, że niezależnie od tego jak bardzo się staramy, nie mamy wpływu na pogodę i na aurę. Nie możemy ich zmienić. Możemy natomiast zmienić swoje nastawienie. Mi pomogło zrozumienie, że nie bez powodu urodziłam się w takim, a nie w innym miejscu tego świata. Widocznie właśnie taki klimat i taka aura jest optymalna dla mojego rozwoju. Skoro zrozumiałam już, że najważniejszym celem mojego życia jest właśnie rozwój i wzrost, i skoro wiem już, że nic nie dzieje się przypadkiem, to z całą pewnością nie bez powodu właśnie tutaj jestem! I nie bez powodu doświadczam każdego roku tej samej, nie dającej się powstrzymać przemiany pogody. Widocznie jest w tym dla mnie coś ważnego i cennego! Największe dary naszego życia zwykle są ukryte – trzeba odnaleźć je głębiej. W jakiejś książce przeczytałam kiedyś zdanie, które pozostało w mojej pamięci na zawsze: „zakwitnij tam, gdzie cię posadzono”. Kwitę więc tu, gdzie jestem! W tym klimacie, w tym kraju, w tym miejscu, pośród tych ludzi. Widocznie moja dusza musi być właśnie w taki sposób zahartowana! 🙂

2. Jedz pożywienie, które zawiera dużo Prany, czyli energii życia.

Jak wiecie dużo ostatnio podróżowałam, brałam udział w warsztatach jogi w Londynie, byłam też w Paryżu (moja droga to kaizen- nieustannie uczę się i ulepszam). 🙂 Wpływ tych podróży muszę w sobie jeszcze przetrawić – wszystko działo się tak intensywnie i głęboko. W dodatku w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ja również prowadziłam warsztaty. Mam za sobą niezwykle intensywny i twórczy czas, pełen absolutnie transformujących przeżyć. O tym wszystkim będę pisała Wam w następnych postach, jednak dzisiaj chciałam skoncentrować się na stale powracającym temacie zdrowego odżywiania. W dużym skrócie, zwłaszcza o tej porze roku, zwłaszcza w momencie przejścia pór roku (które jest dużym obciążeniem dla istoty jaką jest człowiek), niezwykle ważne jest odpowiednie odżywianie. I nie chodzi tu tylko o jedzenie wolne od chemii (to oczywiste), ciepłe i zdrowe, ale o wybieranie produktów, które zawierają w sobie Pranę, czyli energię życia. Są to więc owoce, warzywa, orzechy, ziarna, kasze i rośliny strączkowe. Jeszcze o tej porze roku powinniśmy spożywać jak najczęściej owoce i warzywa w stanie surowym. Idealne proporcje to 50×50, czyli 50% naszego pożywienia powinny stanowić potrawy gotowane, a 50% surowe. Jeśli uważamy, że te surowe już nas wychładzają, należ dodawać przyprawy, które je ocieplają, w szczególności imbir oraz naturalny miód. Zdecydowanie unikajmy teraz potrawa ciężkich, smażonych, tłustych, mięsnych – ponieważ ZABIERAJĄ nam energię. Głównym zadaniem pożywienie powinno być DODAWANIE nam energii. Jeśli mamy wiedzę na temat pożywienia, które daje energię i które ją nam odbiera, zdecydowanie łatwiej jest nam zarządzać naszym życiem i jego jakością. Przecież każdy z nas wie, że czujemy się świetnie, gdy mamy w sobie witalność i dużo pozytywnej energii. Wybierając więc pożywienie należy kierować się potrzebami ciała i ducha, a nie zadowalać jedynie nasz język. 🙂 O tym wszystkim dużo szczerzej mówię na moich warsztatach, ale na dzień dzisiejszy taka wiedza na pewno zainspiruje Was, by wspierać swój organizm zwłaszcza teraz, gdy tak bardzo tego potrzebuje!

3. Medytacja, oddech, spacer, wypoczynek.

O zbawiennych skutkach medytacji mnóstwo się ostatnio mówi i pisze. Jej dobroczynny wpływ na organizm człowieka został doskonale przebadany i potwierdzony licznymi naukowymi dowodami. Nie jest to więc ulotne, ezoteryczne przekonanie, ale wiedza, z której możemy korzystać, aby podnieść jakość swojego codziennego życia. Decyduje o nim tylko jedna rzecz – to, jak czujemy się wewnątrz siebie. Nasze poczucie szczęścia lub nieszczęścia nie jest zdeterminowane czynnikami zewnętrznymi, ale tym, co jest w naszych umysłach. Jeśli umysł jest spokojny, jeśli mamy nad nim kontrolę, możemy doświadczyć radości i poczucia szczęścia. Jeśli umysł jest śmietnikiem, w którym nieustannie przebywamy, śpimy i żyjemy, nawet w największych luksusach tego świata i otoczeni materialnym przepychem, doświadczymy cierpienia i najgłębszej ludzkiej biedy – tej duchowej. Medytacja (choćby krótka) i oczyszczenie umysłu powinny być najbardziej podstawowym rodzajem codziennej aktywności człowieka, podobnie jak mycie zębów. O tej porze roku nie możemy również zrezygnować ze spacerów („nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiedni strój!”) i zdecydowanie należy kłaść się teraz spać wcześniej niż zwykle. Nasz organizm potrzebuje teraz więcej wypoczynku – jestem pewna, że to czujecie! Warto więc mądrze odpowiedzieć na to zapotrzebowanie.

4. Rusz się!

Wiem, że się nie chce. Ale bez tego „wkładu własnego” trudno mówić o pozytywnych efektach. Życie jest żywą energią. Pobudzamy ją wtedy, gdy się ruszamy! Dlatego niezbędna jest jakaś forma ruchu, ćwiczeń. Dla mnie idealna jest kundalini joga, która niesamowicie pobudza moją życiową energię, wzmacnia mnie, a jednocześnie daje umysłowi klarowność i spokój. Jeśli nie możesz ćwiczyć codziennie (wiem, że to trudne w naszym zabieganym i zapracowanym życiu), to rób to przynajmniej 2,3 razy w tygodniu! Albo zdecyduj się na szybki marsz na świeżym powietrzu. Powinien trwać przynajmniej 30-60 minut.

5. Uważaj na to, co mówisz i myślisz!

W piosence zespołu Aykanna pt. „Adays Tisay Adays” są następujące słowa:

”creator lives on the tip of your tank, so pay attention on the words that you throw down” („stwórca żyje na końcu twojego języka, więc uważaj na słowa, które z siebie wyrzucasz”).

Tak właśnie jest. Wszystko jest energią, żywą energią. Za sprawą słów, o których myślimy i które wypowiadamy tworzymy swoją rzeczywistość. Narzekanie, użalanie się nad sobą, przeklinanie, plotkowanie, obmawianie – to wszystko KRADNIE naszą energię. Jeśli chcemy mieć więcej energii na nasze życie, na realizację naszych marzeń, musimy mądrze zarządzać naszą energią. Najlepiej jest zacząć od słów, które powstają w naszej głowie i które wypowiadamy. Te negatywne zamieńmy na pozytywne – one dodają nam dobrej, zdrowej i silnej energii! Otaczaj siebie dobrymi afirmacjami, pozytywnymi, podnoszącymi na duchu słowami. Nigdy dosyć tego, co dobre! 🙂

6. Śmiej się!

Z czego? Ze wszystkiego! Przestańmy traktować życie tak śmiertelnie serio! Gdy badano ludzi długowiecznych jednoznacznie stwierdzono, że ich wspólną cechą był… optymizm i pozytywne nastawienie do życia. Do wszystkiego! Badając chorych w szpitalach jednoznacznie stwierdzono, że osoby, które więcej się śmiały (oglądały wyłącznie komedie) zdecydowanie szybciej wracały do zdrowia. Mało tego – mamy już przypadki zupełnych, cudownych wyzdrowień za sprawą śmiechu! To nie są „czary-mary” – śmiech powoduje wyraźne zmiany biochemiczne w naszych organizmach. Podobnie jak wszelkie smutasy czy horrory. Więc jeśli chcesz być zdrowa, silna i optymistycznie nastawiona do życia, oglądaj to, co daje życie, zdrowie i radość. To jest takie oczywiste i proste! Zupełnie niepotrzebnie nasze życie tak komplikujemy. Wszystko przez brak świadomości… Nie oglądaj więc żadnych smutnych historii czy aktów przemocy, ale jeśli już chcesz coś obejrzeć, niech to będzie piękne, dobre, radosne i optymistyczne. Właśnie wpadłam na pomysł stworzenia jesienno – zimowej listy filmów dających radość, wnoszących optymizm i podnoszących na duchu. Stwórzmy ją razem! Jaki film Twoim zdaniem powinien na tej liście się znaleźć? 🙂

7. Projekt miłość.

Miłość jest żywą energią. Możesz zdecydować, że będziesz żyła miłością. W naszej mentalności zakorzenione jest błędne przekonanie, że musimy kochać kogoś. Że musi pojawić się ktoś z zewnątrz, aby obudzić w nas miłość. To nieprawda! Jeśli jesteś prawdziwie wolnym człowiekiem to nie potrzebujesz żadnej osoby z zewnątrz, aby czuć miłość! Jeśli jesteś prawdziwie wolna, to sama decydujesz o tym co czujesz, nie potrzebujesz do tego nikogo. Można po prostu kochać – kochać życie! Życie miłością do wszystkiego, co jest, to najpiękniejszy stan, jakiego może doświadczyć człowiek. Z tego rodzi się wewnętrzy spokój, akceptacja, błogość, a nawet ekstaza! Pokochaj jesień, pokochaj zimę, pokochaj to, co jest! 🙂

8. Rób to, co kochasz!

Każdy ma w życiu taką rzecz. Każdy z nas jest naturalnym twórcą. Możesz pisać, rysować, malować, gotować, tańczyć, szyć, lepić, robić na szydełku, układać origami. Są tysiące możliwości, a jesień i zima są ku temu idealnym wręcz czasem! Najważniejsze jest uciszenie w swojej głowie krytyka, który podcina skrzydła wiecznym opowiadaniem głupstw, że nie nadajemy się do tego. Ten wewnętrzny krytyk powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia i nie wynikło z tego nic dobrego. Warto więc go już wyłączyć – „temu panu/tej pani już dziękujemy”. Przestawiamy się na inny kanał i odbieramy pozytywne i wzmacniające treści!

9. Oczyszczenie i wzmocnienie organizmu.

Pisałam już o tym w poprzednim poście – musimy wzmacniać nasze ciała, aby duch mógł w nich pięknie rozkwitnąć. To takie ważne! Więcej na ten temat przeczytasz w tym wpisie. 

10. Oczyszczenie swojej życiowej przestrzeni.

Oczywiście jesienne porządki w naszym domu są bardzo ważne (pisałam o tym tutaj), ale również ważne jest oczyszczenie naszego życia z negatywnych ludzi. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, jeśli dotyczy to naszych najbliższych (nikogo na siłę nie można zmienić), ale jeśli dotyczy to osób, z którymi nie musimy przebywać, warto jest dokonać szczerej selekcji. Niektórzy twierdzą, że każdy z nas jest wypadkową pięciu osób z którymi najczęściej przebywa. Czasami kontaktujemy się z osobami, które zatruwają nasze życia (a nawet je niszczą!) w tzw. dobrej wierze. Robimy to, ponieważ mamy „dobre serca” i jest nam ich szkoda. Albo dlatego, że tak wypada, itd., itp.

Prawda jest taka, że jesteśmy odpowiedzialne same za siebie. Mamy taką ilość energii i zdrowia, jaką mamy. Nie możemy oddawać tego wampirom energetycznym, które kryją się pod pozorem dobrych intencji. Każda osoba, która podcina nam skrzydła, odbiera nam energię, ściąga nas w dół, nie jest dla nas dobra. Nie twierdzę, że trzeba opuścić przyjaciela w trudnych chwilach, gdy potrzebuje wsparcia i pomocy. O nie! To coś zupełnie innego. Każdy człowiek choć raz w życiu potrzebował pomocy i wsparcia – trzeba sobie pomagać. Ale wysłuchiwanie czyjegoś ciągłego, niekończącego narzekania, obwiniania, przeklinania, obgadywania, plotkowania i złości – to jest oddawanie samego siebie. Nic dobrego z tego nie wynika! Ta druga strona czuje się lepiej, oczywiście, ale czyni to naszym kosztem! Pewna Pani napisała do mnie list z pytaniem, co ma zrobić z osobą, która kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie do niej dzwoni, narzeka i zupełnie zatruwa jej życie. Proste – nie odbierać od niej telefonów. Albo poprosić, żeby przestała dzwonić. Nie musimy być eleganckie, miłe i dobrze wychowane – musimy siebie chronić! To jest nasze życie, nasze zdrowie, nasza energia i my same powinnyśmy decydować o tym, co z tym zrobimy. Wampirom energetycznym mówimy nie. Dziękujemy. Nie ten adres. 🙂

Sama dla siebie jesteś największą szansą na sukces. Nie poddawaj się pogodzie, aurze oraz temu, co mówią ludzie. Sama twórz swoje życie – takie życie, jakie pragniesz przeżyć! Myśl o nim, wyobrażaj je sobie, a z pewnością będą działy się cuda. Gwarantuję Ci to! 🙂

Z miłością,

Agnieszka

Ps. Zdjęcie do tego tekstu zrobiłam przed chwilą. Taki mam widok za oknem pisząc te słowa.

Olsztyn, Jezioro Długie. Za chwilę lecę na spotkanie z dziewczynami – część dalsza moich spotkań i warsztatów, które tak bardzo uwielbiam. Marzenia się spełniają, naprawdę żyję tak, jak to sobie wymarzyłam! 🙂

Ps. 2 Jeśli nawet w tym tekście powtarzam idee, o których wcześniej nuż pisałam, to uwierz mi, że jest to bardzo potrzebne. Musimy przypominać sobie o nich codziennie, każdego dnia, aż do znudzenia, aby stały się naszymi nawykami. Zmiana starych nawyków do długotrwały proces. Trzeba nieustannie czytać i przypominać sobie te nowe szlaki, aby niepostrzeżenie nie powrócić do utartych, negatywnych ścieżek. Im dłużej żyję, tym bardziej przekonuję się o tym, jak ważna jest CODZIENNA praktyka. Negatywna strona tylko czeka, aby przejąć naszą energię. Musimy być czujne, aby się nie dać! 🙂