Jesień jest w pełnym rozkwicie!
Jest jeszcze ciepło, ale najwyższy już czas, by uwić sobie „przytulne gniazdo” na chłodnie dni i długie wieczory. Kocham nasze Polskie cztery pory roku – nauczyłam się tego podczas moich podróży po świecie. Byłam w krajach, gdzie nie ma drzew, a potworny upał i susza zmusza ludzi do ukrywania się w pomieszczeniach. Byłam w miejscach, gdzie są tylko dwie pory roku: upalna i deszczowa. Widziałam kraje, których mieszkańcy boją się trzęsień ziemi, tsunami, tornado czy plag owadów. Spotykałam ludzi, których marzeniem było zobaczyć barwne, jesienne drzewa, albo poczuć pod stopami śnieg. Nauczyłam się kochać zmienność naszej pogody i przestałam narzekać na nasz klimat. „Wszędzie jest dobrze, gdzie nas nie ma” – przekonałam się, że wcale tak nie jest, więc tu gdzie jestem staram się widzieć to, co pozytywne 🙂

Oswoiłam naszą Polską jesień i zimę. Tworzę mój świat świadomie z tego, co przynosi mi życie. A jesienne porządki są moim corocznym rytuałem czarowania mojego świata. Reorganizuję dom i przechodzę na tryb jesienno-zimowy. Bardzo to lubię! Bo jesień to właśnie czas domu, czytania i zagłębiania się w sobie. Gdy nie ma światła na zewnątrz szukam go w sobie. A to bardzo mobilizuje i wzbogaca! 🙂

 

Kuchnia

Już podczas pełni lata zamykam słońce w słoikach: przygotowuję przetwory. Zimą uwielbiam wracać do smaków świeżych owoców i warzyw, robię więc powidła, soki, przeciery; kiszę ogórki, marynuję cukinię i grzyby, robię mus z jabłek i suszę zioła.

  • Część ziół drobno siekam i mrożę. Obowiązkowo koperek, natkę pietruszki i lubczyk, który uwielbiam! Mrożone zioła są idealne jako dodatek do gorącej zupy, ziemniaków, makaronów, sosów, sałat. Suszonych ziół używam do gotowania, pieczenia, duszenia, zaparzania.
  • Głębiej chowam szklanki, a wyciągam kubki. Zimne napoje w lecie częściej pijemy ze szklanek, których szkło daje uczucie ochłodzenia; w zimie zdecydowanie przerzucam się na duże, grube, ceramiczne kubki. Ogrzewają dłonie i serce 🙂
  • Zaopatruję się w duże ilości wszelkich herbat. Latam pijemy je w postaci letniego płynu (najczęściej mate i herbaty zielone), na jesień wzbogacam spiżarnię w mieszanki herbat rozgrzewających, czerwonych, rooibos z całego świata. Dodaję do nich płatki róży, nagietka, kwiaty lawendy, suszone owoce jarzębiny, dzikiej róży czy głogu. Sama suszę też kwiaty lipy (na rozgrzanie podczas przeziębienia) oraz liście maliny i jeżyny, z których robię napar.
  • Na blat kuchenny wyciągam suszony imbir, chili, pieprz cayenne, kminek, majeranek, kolendrę, kurkumę, cynamon, goździki, curry, koper włoski, ziele angielskie, anyż, gałkę muszkatołową. Jako typowo rozgrzewające będą towarzyszyć mi teraz znacznie częściej (bo ich też używam cały rok) troszkę w cień odsuwając świeże i lekkie posmaki np. mięty.
  • Segreguję garnki, patelnie i formy do zapiekania. Odświeżam foremki do pieczenia ciasteczek. Piekę warzywa cały rok, ale w okresie letnim jem też dużo surowych owoców i warzyw, które wychładzają organizm; teraz skupiam się na przygotowaniu mojej kuchni do gotowania gęstych zup-kremów, duszenia i pieczenia warzyw, owoców i ryb prawie codziennie.
  • Zaopatruję się w duże ilości bakalii. Używam ich do wypieków ciast i domowego pieczywa, dodaję do kompotów, spożywam jako przekąskę lub podwieczorek :).
  • Przygotowuję zapas propolisu, pyłku kwiatowego i miodu na wypadek przeziębień.

 

Uroda

Od lat staram się używać naturalnych i ekologicznych kosmetyków, czytam ich składy, koncentruję się na ich dobroczynnym działaniu. Na jesień i zimę wzbogacam swoją pielęgnację i makijaż o bogatsze konsystencje, które mają bardziej odżywcze, przeciwzmarszczkowe, ochronne i natłuszczające działanie (pomieszczenia wysuszone ogrzewaniem, zimno i wiatr…).

  • Lekkie i szybko wchłaniające się balsamy do ciała o cytrusowym zapachu zastępuję gęstszymi, bardziej kremowymi w konsystencji, o zapachu przypraw (imbiru, wanilii, cynamonu, mirry, hibiskusa), oczywiście jak najbardziej naturalnymi; to zdecydowania najlepszy czas na masła do ciała! Rezygnuję z kremów zawierających w sobie chłodzący mentol.
  • Krem do twarzy z filtrem 50 zamieniam na 15 lub 25 i decyduję się na bardziej odżywczy i bogatszy niż letni i nawilżający (oczywiście jeśli nie wybieram się na nasłoneczniony stok narciarski :)).
  • Choć przez cały rok mój makijaż opiera się na naturalnych barwach, w zimie trochę je ocieplam i pozwalam sobie na więcej błysku rozświetlających drobinek na oku, w różu czy rozświetlaczu do policzków. Jest mniej światła, więc warto się trochę optycznie odświeżać :).
  • Większość moich pomadek czy błyszczyków jest w naturalnych kolorach, jednak w lecie przeważają odcienie delikatnie idące w stronę różu (chłodniejsze); na zimę wracam do cieplejszych odcieni zbliżonych do herbaty, brzoskwini, moreli i koralu (ciepły beż i zimny beż, dziewczyny, na pewno wiecie o co mi chodzi :)).
  • Lekki, średnio kryjący podkład zamieniam na bardziej odżywczy i mocniej kryjący, nawet nie po to by ukryć niedoskonałości ale głównie, by chronić skórę przed wahaniami pogody i nie narazić jej na zbytnie wychłodzenie.
  • Oczywiście zmieniam perfumy :). Z letnich, świeżych zapachów wód toaletowych i odświeżających czy mgiełek do ciała przechodzę do wód perfumowanych lub zapachowych balsamów do ciała o cieplejszych, mocniejszych zapachach; choć uwielbiam nutę zielonej herbaty, cytrusów, mięty i bazylii, w zimie odnajduję siebie w zapachach z nutą piżma, patchouli czy ylang ylang, które mnie otulają i dają poczucie ogrzania, przytulności i bezpieczeństwa.
  • Planuję zabiegi kosmetyczne takie jak kwasy owocowe; jesienna aura z niewielką dawką słońca to dla takich zabiegów najlepszy czas.
  • Jeśli tylko mogę umawiam się na masaż świecą, gorącym olejem lub kamieniami; dobry masaż to zawsze uczta dla ciała a ciepło produktów do niego użytych powoduje głęboką relaksację, wyciszenie i ogrzanie całego organizmu.

 

Garderoba

Moja gareroba na jesień tylko nieznacznie zmienia się kolorystycznie. Lubię naturalne barwy, jednak w lecie podświadomie sięgam po ich chłodniejsze odcienie: biel, chłodny beż, szarości. Na jesień wracam do cieplejszych beżów, brązu, wprowadzam intensywny odcień zieleni, a nawet żółci, często ubarwiam ubiory kolorowym szalem. Jako artystyczna dusza wracam również do ponadczasowej czerni.

  • Uprane i uprasowane letnie sukienki, spodnie, bluzki oraz dokładnie oczyszczone buty wkładam do dużych pudeł lub specjalnych pojemników i chowam w mało używanej części szafy lub w innym pomieszczeniu; oszczędzam dzięki temu miejsce na rzeczy jesiennie i zimowe, które choćby przez rodzaj materiału, z którego są wykonane zajmują więcej miejsca niż letnie ubrania (zwłaszcza moje ukochane swetry oversize!).
  • Przy okazji segreguję i pakuję letnie rzeczy, których nie założyłam ani razu w tym sezonie i poprzednim (czyli dwa lata z rzędu) do innego worka, które oddaję znajomym lub zawożę do fundacji pomagającej samotnym matkom w trudnej sytuacji finansowej (nigdy nie są to rzeczy zniszczone lub uszkodzone).
  • Robię listę braków jesiennych pozycji. Często okazuje się, że gdzieś zginęła mi jedna rękawiczka czy czapka od kompletu z ulubionym szalem – wtedy zapisuję (w telefonie) czego mi brakuje na jesień i uzupełniam garderobę o te elementy.
  • Zaopatruję się w grube i ciepłe, duże skarpety.
  • Reorganizuję szafę tak, bym łatwo mogła ubrać się „na cebulkę”. Najpierw układam podkoszulki, potem bluzki, bluzy, swetry i na końcu kamizelki. Oczywiście układam je kolorystycznie :).
  • Wyciągam jesienne i zimowe buty, sprawdzam ich stan, pastuję i impregnuję na wypadek deszczu.
  • Wszystkie schowane czapki, szaliki i rękawiczki piorę w delikatnym płynie do wełny, segreguję i układam w komodzie w trzech szufladach: czapki, szale i rękawiczki oddzielnie; dzięki temu gdy się śpieszę niczego nie szukam, bo wiem gdzie to jest :).
  • Zaopatruję całą rodzinę w lekkie, przeciwdeszczowe peleryny – kto powiedział, że deszcz to wystarczający powód by uniknąć spaceru z dzieckiem?! 🙂

 

 W całym domu:

  • Ustawiam naturalne świece i kominki olejkowe (wkrótce o świecach i olejkach napiszę dla Was osobny materiał). Odświeżam zapas naturalnych kadzidełek.
  • W szafach i szufladach umieszczam woreczki z suszonymi kwiatami lawendy lub płatkami róży.
  • Odświeżam i rozkładam chodniki, dywaniki i gobeliny, które chowam na lato, gdyż bardziej się wtedy kurzą i zabierają „powietrze”. Zima otulają i ocieplają przestrzeń.
  • Zamieniam białe chodniczki i ręczniki na beżowe, kremowe, ecru. Takie barwy ocieplają łazienkę czy przedpokój, choć w dalszym ciągu dają wrażenie jasności i czystości.
  • Pościel w sypialni zmieniam z białej na ciemniejszą, z ciekawym wzorem lub przywiezioną z ciepłego kraju (np. z Maroko); czuję, że ogrzewa mnie zanim jeszcze położę się do łóżka i przywołuje wspomnienie gorących dni :).
  • Na sofy, siedziska i fotele zakładam kolorowe, orientalne narzuty, które dają wrażenie ciepła; o ile w lecie różnorodność kolorów w moim domu wydaje mi się sprawiać wrażenie bałaganu, o tyle jesienią i zimą widzę to zupełnie inaczej – pomieszczenia robią się bardziej przytulne, wygodne i ciepłe.
  • Ponieważ dni stają się coraz krótsze, w różnych pomieszczeniach ponownie wieszam lampki – podobne do choinkowych. Gdy byłam w Nowym Jorku po raz pierwszy, bardzo mnie zdziwiło, że „choinkowe” światełka wiszą tam przez cały rok – w restauracjach, domach, w parkach. Zakochałam się w tych bajkowych instalacjach. Spotkałam je również w Paryżu, w Skandynawii i Niemczech i zachwycił mnie pomysł oświetlania i ocieplania w ten sposób domowej przestrzeni, niezależnie od świąt. Kupuję lampki, które mają ciepłe barwy i zużywają mało energii. Mam kilka kompletów kupionych w Paryżu, które służą mi już od wielu lat. Właśnie dzisiaj rano powiesiłam jeden komplet światełek w sypialni, w kuchni i w salonie. Budzę się bardzo wcześnie rano, gdy na dworze jest zupełnie ciemno. Baśniowe światło bardzo poprawia mój nastrój i powoduje, że świat staje się zaczarowany :).

 

Muzyka i książki

Odkąd na świecie pojawiała się nasza Helenka mam mniej czasu na oglądanie moich ukochanych filmów. Szczerze mówiąc zupełnie nie mam na to czasu i generalnie nic nie oglądam – taka jest prawda. Ale za to czytam więcej literatury dziecięcej, a to bardzo rozwija wyobraźnię! Moja Helenka uwielbia książeczki. Raz w tygodniu odwiedzamy dziecięca bibliotekę i wypożyczamy 5 lub 7 książeczek, ale niektóre z nich warto jest mieć w domu na zawsze. Dlatego od jakieś już czasu robię zapas nowych książeczek (niektóre kupuję bardzo tanio na wyprzedażach), oraz ciekawych gier edukacyjnych i przyborów malarskich na długie jesienne i zimowe wieczory.

Odświeżam również moją bibliotekę i marzę o tym, by mieć więcej czasu na czytanie…

Jesienią i zimą słucham też innej muzyki – głębszej, bardziej nastrojowej, czasem sentymentalnej, akustycznej, klasycznej. Kocham takie klimaty, które smakują najwspanialej właśnie o tej porze roku!

Zapewne jeszcze o czymś zapomniałam, ale może Ty podzielisz się swoimi pomysłami? Pozdrawiam ciepło i życzę radosnego i twórczego wicia gniazda!!!

🙂