Samooszukiwanie. Oddawanie swojej energii. Ograbianie siebie z siły.
Naprawdę trzeba być częścią „hipnotycznego rytmu”, aby wierzyć, że alkohol w czymkolwiek nam pomaga… Odbiera nam Świadomość. A kim jesteśmy bez świadomości?…

Zmierzenie się na trzeźwo ze swoimi uczuciami, czasem ze swoim bólem – to wymaga wyjścia poza strefę komfortu i zobaczenie prawdy. Ale warto, bo to nas rozwija. Dzięki temu idziemy do przodu. Właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwe życie.

Nigdy nie będziemy szczęśliwi, jeśli będziemy kurczowo trzymali się naszej strefy komfortu. Bo to często właśnie ona jest powodem naszego cierpienia. A jeśli sami nie chcemy wyjść ze strefy komfortu, to wszechświat często nas w tym wspiera stawiając na naszej drodze trudne zdarzenia, które postrzegamy jako nieszczęście. Utrata pracy, rozpad związku, choroba. Często te z pozoru tragiczne sytuacje okazują się z czasem dla nas błogosławieństwami, które były początkiem przebudzenia i lepszego życia.

Życie nauczyło mnie, że odrobina dyskomfortu jest dobra dla każdego z nas, bo pokonując dyskomfort wpuszczamy do naszego życia światło. Pokonując dyskomfort mamy poczucie szczęścia i spełnienia. I czujemy, że na nie ZASŁUŻYLIŚMY.

To może być coś małego:
Podnieść się z kanapy, by posprzątać pokój.
Wstać sprzed telewizora, by pójść na spacer.
Obudzić się wcześnie rano, by choć przez chwilę poćwiczyć, dać sobie czas na modlitwę czy medytację, by naprawdę naładować swój akumulatory. To jest ta prawdziwa energii, która daje nam siłę i moc na cały dzień!

Każda dobra rzecz w naszym życiu wymaga wyjścia poza strefę komfortu. Pokonania w sobie tego głosu, który mówi, że nie warto czegoś robić, albo kusi, by za wszystkie życiowe niepowodzenia obwiniać innych ludzi. By koncentrować się na ich wadach. Ludzie są tacy jacy są, a my możemy pracować tylko nad sobą. To wystarczy, alby zmienić wszystko wokół nas.

Nasz wewnętrzny sabotażysta będzie robił wszystko co w jego mocy, by nas zniechęcić.
Nie ma sensu czekać, że kiedyś zniknie. Można go oswoić, zignorować, albo wykorzystać jako swojego sprzymierzeńca! Gdy pragnę czegoś, ale mi się „nie chce”, to jest dla mnie wyraźny znak, że tak naprawdę mi się chce! I jeśli pokonam ten opór, to otrzymam wielką nagrodę!

Rzuciłam pracę, której nie lubiłam, ale dawała mi bezpieczeństwo finansowe (to była moja strefa komfortu). Wyruszyłam w nieznane, poszłam za swoim sercem i dzięki temu dzisiaj robię to, co naprawdę kocham! ☺ Napisałam 4 książki. Aby je napisać codziennie, systematycznie musiałam wychodzić ze swojej strefy komfortu i ciężko pracować. Musiałam słuchać swojego serca, a nie głosu, który mówił mi, że nie dam rady, że jestem głupia, że nikt nie potrzebuj tych książek, że kto to wyda, kto to kupi, że lepiej sobie dłużej pospać, odpuścić itd… Ale dzisiaj jestem duma i niewymownie szczęśliwa, bo dałam radę!

Zaczęłam zdrowo się odżywiać i żyć. Na początku nie było mi łatwo. Zmieniłam nawyki żywieniowe, rzuciłam palenie, zupełnie zrezygnowałam z alkoholu, zaczęłam ćwiczyć jogę – za każdym razem, codziennie musiałam wychodzić ze swojej strefy komfortu. Ale dzięki temu, dzisiaj mając 45 lat mój wiek biologiczny to 27 lat! Więc jestem z tego dumna, bo zapracowałam sobie na to.
W wieku 43 lat urodziłam dziecko – w domu, w sposób zupełnie naturalny. Przeżyłam piękny, dobry, wzmacniający poród. Jak wiele razy musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu, by spełnić to marzenie? Wiem chyba tylko ja…

Więc czy warto wyjść ze strefy komfortu? TAK! Bo poza nią jest prawdziwe życie! Pełne, głębokie, spełnione, sensowne, dobre i radosne!

Musimy mieć marzenia. Wizję. Czyste serca pełne wiary i nadziei. I słuchać tylko głosu, który nas wspiera i chce naszego dobra. On na początku jest cichutki, zagłuszony głośnym krzykiem świata. Ale w ciszy, medytacji możemy go usłyszeć i za nim kroczyć, a wtedy on staje się głośniejszy i bardziej wyraźny ☺

 

Od czego zacząć?

1. Na początek zdecyduj się na działalność, która nie jest trudna, jak na przykład medytacja. Aby to zrobić wystarczy znaleźć miejsce i usiąść. Zwróć uwagę na swoje ciało i oddech. Nie myśl, że trzeba opróżnić swój umysł, bo to niemożliwe. Po prostu zauważ swoje myśli. Zwróć uwagę na swój oddech. Siedź i bądź świadoma. Spróbuj to zrobić chociaż przez kilka minut …

2. Obserwuj swój dyskomfort. Zaczynasz narzekać na siebie? Wymyślasz więcej strategii unikania? Chcesz wstać i coś zrobić? Przejdź przez to siedząc nadal spokojnie. Gdy pojawi się ta myśl ponownie, znowu ją zauważ i nadal siedź. Zauważ swojego sabotażystę. Poczuj też prawdziwą siebie – spokojną, opanowaną, pewną.
Ta prosta technika pomoże Ci zauważyć swoją strefę dyskomfortu i przejąć kontrolę nad swoimi myślami, działaniami, reakcjami. Potrzeba tej wewnętrzne przestrzeni, aby z osoby reaktywnej stać się istotą proaktywną – świadomą.

Najbardziej popularne pułapki strefy komfortu.

Odkładanie na potem
Zrób coś, za co nie możesz się zabrać od dłuższego czasu. Porządek w szufladzie? List do przyjaciela? Rachunki? Zrób to co „leży Ci na sercu” i zobacz jak się z tym czujesz. Lepiej, prawda? Zrobiła się przestrzeń na nowe rzeczy, nowe zadania, nowe cele. To jest przyjemne. A dlaczego nie postępować tak zawsze? Po prostu przestać odkładać sprawy na potem. „Nie chce mi się” – to typowa wymówka. A chce mi się mieć to na głowie i zablokowaną energię swobodnego przepływu? To już chyba lepiej się ruszyć i pozałatwiać sprawy, aby mieć energię na realizację prawdziwych marzeń i planów…

Bałagan
Jest inną formą kunktatorstwa (odkładania spraw na potem). W zlewie rośnie strata naczyń do zmycia. Ubrań do uprasowania itd. Bałagan nas blokuje, odbiera nam energię, wprowadza zniechęcenie, apatię i… bałagan w głowie.

Jedzenie.
Niezdrowa żywność kradnie naszą energię. Jeśli jesteś uzależniona od „komfortu” niezdrowego pożywienia to stopniowo przyzwyczajaj się do zdrowszej żywności. To zupełnie niesamowite, jak pięknie nasze kubki smakowe mogą się z czasem zmienić. Oczyścić. Ustal odpowiednie warunki dla własnego zdrowia. Stopniowo wprowadzaj zdrowe nawyki i zasady. Naprawdę można – ja przez to też przeszłam! Naprawdę watro! Kochaj siebie i pamiętaj, że miłość jest zaraźliwa! ☺

Brak ćwiczeń.
Większość osób unika ćwiczeń, bo są niewygodne. Trzeba się ruszyć. Spakować. Przebrać. Na początku wszystko męczy i boli. Ale z czasem to wszystko zaczyna NAPRAWDĘ cieszyć. Ciało staje się sprawniejsze i ładniejsze, a my czujemy dumę, że robimy dla siebie coś dobrego. A to daje nam siłę i energię. I poczucie, że możemy wszystko! ☺

Codzienne pisanie.
Jest trudne. Wymaga trochę czasu, wysiłku, a więc dyskomfortu. Ale daje nam wspaniały kontakt ze sobą. W ten sposób możemy napisać lepszy scenariusz naszego życia. Dogrzebać się do naszych marzeń i pragnień. Do prawdziwej siebie. Nawiązanie dobrego kontaktu ze sobą jest bezcenne. Twój sabotażysta zawsze znajdzie powody, aby tego nie robić. Ale czy on chce Twojego dobra?
A czego Ty chcesz?

Podejmuj wyzwania i ucz się czegoś nowego. Na przekór pogodzie i zimowej apatii rusz na nową przygodę. Chcesz tańczyć tango, malować, a może zacząć grać na gitarze? Dlaczego nie? Ja mam małą Córeczkę, więc nareszcie jest motywacja, by nauczyć się sztuki origami ☺

Ważną częścią mojej praktyki duchowej jest samokształcenie. Zawsze uczę się czegoś nowego. Ostatnio poznaję tajniki refleksoterapii. Od kilku lat mam przy sobie nie tylko książki, ale również zeszyty, piórnik – robię notatki, tak jak na studiach! ☺
Staram się chodzić do nowych miejsc. Innymi drogami niż zwykle. Nie wpadać w rutynę. Szukam autentycznych doświadczeń i pragnę głęboko doświadczać życia.

Nie jest mi wygodnie. Mam dużo obowiązków i muszę nieźle się nagimnastykować, żeby wszystko ze sobą pogodzić. Często słyszę głos, który mówi mi, że nie warto, to nie ma sensu. Ale ja go nie słucham. Słucham prawdziwej siebie i idę za swoją intuicją. Odkąd to robię nigdy się nie zawiodłam. Nigdy bym nie wróciła do dawnej siebie. To dyskomfort mnie wzmocnił. Pokonywanie go dało mi siłę i wielką satysfakcję. Dzięki niemu czuję się mocna, spełniona i wiem, że zasłużyłam na to co mam, bo ciężko na to zapracowałam. Dlatego wszystko doceniam. Wyjście ze strefy komfortu daje wielką moc!