Nie twierdzę, że joga jest lekarstwem na całe zło tego świata. Jest jednak wspaniałym narzędziem, które możemy wykorzystać. Nie musimy, ale możemy. Z całą pewnością nie należy jednak tego robić w strachu. Mając negatywne nastawienie nie możemy liczyć na pozytywne efekty.

Tu przypomniała mi się sytuacja z moją pierwszą ciążą. Chciałam jak najlepiej przygotować się do porodu, więc kupiłam sobie książki dla położnych i zaczęłam czytać o wszelkich problemach z ciążą, chorobach, poronieniach itd. Wpadłam w rozpacz. Panicznie bałam się porodu! Wsłuchiwałam się w swoje ciało i byłam pewna, że cierpię na większość chorób opisanych w książkach. Miałam zatruty, pełen niepokoju i lęku umysł, a moje fizyczne ciało zaczęło na to reagować. Na szczęście mądra osoba z mojej rodziny, matka trójki dzieci, gdy tylko dowiedziała się co wyprawiam, poradziła mi, bym natychmiast wyrzuciła te książki, nigdy więcej do nich nie wracała, koncentrowała uwagę na szczęśliwych sytuacjach i zaczęła cieszyć się ciążą! Uratowała mnie. Jednak dzięki tej sytuacji zdaję sobie sprawę z tego, co jest w stanie wykonać nasz umysł! Podczas drugiej ciąży nie koncentrowałam się na strachu, niepowodzeniach i porażkach innych ludzi, ale uczyłam się od ludzi mądrych, którzy są dla mnie prawdziwymi autorytetami, wzorami mądrości, czystości, odwagi i szlachetności. Takie osoby pojawiają się w przygodzie mojego życia, bo takie właśnie osoby pragnę spotykać. Koncentruję się na tym, co może ulepszyć i wzmocnić moje życie, co służy mojemu rozwojowi.

Więc czy joga jest dobra czy zła? Nie jest ani taka, ani taka. Dobro i zło jest w ludzkim sercu – tylko tam. Chrześcijanin nie zastanawia się, czy może korzystać z noża (bo można nim zabić), albo czy może korzystać z alkoholu (a wielka szkoda!). Korzysta z nich bo wie, że ze wszystkiego w życiu powinien korzystać mądrze i odpowiedzialnie. Obawa przed „obcym światopoglądem” zupełnie do mnie nie przemawia, bo cóż jest „obcego” nam, chrześcijanom w zdaniach „nie czyń drugiemu co tobie nie miłe” i „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”? Cóż jest obcego w koncepcji unikania przemocy, kierowania się współczuciem i miłością, szanowania życia wszelkich czujących istot? Ja widzę w tym spójność z moim dobrym, kochającym i mądrym chrześcijańskim sercem.

Ludzie, którzy medytują to najbardziej pokojowe, spokojne, dobre, współczujące i opanowane osoby na taj Planecie. Nigdy w życiu nie spotkałam buddysty, który wznieca wojny i awantury. Wręcz przeciwnie, osoby, które medytują są cierpliwe, spokojne, opanowane, mają w sobie dobro i wewnętrzną harmonię, kierują się współczuciem i empatią do wszelkich żywych istot.

Absolutnie nie boję się „zdrady” mojej wiary i otwarcia się na „złe moce”, bo miałam wspaniałego Nauczyciela. Był nim Papież Jan Paweł II. Dzięki niemu jako nastolatka uczestniczyłam w mszach ekumenicznych, gdzie w jednym kościele, obok siebie modlili się ludzie różnych wyznań i religii. To były jedne z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Bez podziałów, bez lęków, bez uprzedzeń.

Drogę do tego typu wydarzeń otworzył nam Jan Paweł II, gdy 27 października 1986 roku w Asyżu zorganizował mszę ekumeniczną z udziałem przedstawicieli kilkudziesięciu światowych religii. To było wielkie i ważne wydarzenie w dziejach ludzkości, o którym nie wolno nam zapomnieć. Trudno mi nawet sobie wyobrazić, jak wiele ograniczeń, blokad i przeszkód (w samym tylko Kościele) musiał pokonać Jan Paweł II, aby do tego przełomowego wydarzenia doprowadzić. Jak musiało to być dla niego ważne, aby pokonać te wszystkie trudności. Wydarzył się cud – po raz pierwszy w dziejach ludzkości, przedstawiciele różnych wyznań i religii modlili się pod jednym dachem, do jednego i tego samego Boga, który w różnych częściach naszej Planety nazywany jest inaczej. Wydarzyło się coś BARDZO PIĘKNEGO i bardzo ważnego. Nie wolno nam o tym zapomnieć!

Jan Paweł II swoją postawą przez całe życie pokazywał nam to, z czym przeszedł do nas Jezus, który uczył nas modlitwy: „Ojcze NASZ”. W słowach OJCZE i NASZ zawarty jest sens przyjścia na Ziemię Jezusa. W Jego najważniejszym przesłaniu, a więc w przesłaniu miłości i jedności, zawarte jest wszystko, co najważniejsze. Musimy się kochać i wspierać. Być dla siebie siostrami i braćmi, niezależnie od wyznania czy koloru skóry.

Uczmy się od najwspanialszych ludzi żyjących na tej Ziemi. Nie słuchajmy siewców strachu. Ktoś policzył, że w Biblii Jezus aż 365 razy mówi „nie bój się”, „nie lękaj się”, „nie obawiaj się”. Pragnie przekazać nam ważną wiadomość – każdy dzień przeżyj bez lęku. Jezus przyszedł na ten świat, aby nas wyzwolić. To On uczył nas modlić się:

„Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu odda tobie”.
/Mateusz 6:6/

Jezus wyraźnie mówi nam o potrzebie wyciszenia, spokoju, kontemplacji czy medytacji właśnie – o potrzebie bezpośredniego kontaktu z Bogiem. Sam na sam.

Osobom, które nie wiedzą jak niesamowite i pozytywne efekty przynosi medytacja, bardzo gorąco polecam film pt. „Vipassana – odsiedzieć swoje”. Genialny dokument, który pokazuje w jaki sposób medytacja przemienia, uzdrawia i leczy serca najgorszych przestępców. Jest jeszcze do kupienia w tym miejscu. 

 

 

Czy joga może być niebezpieczna?

Domyślam się, że narzędzie, jakim jest joga, podobnie jak każde inne narzędzie źle użyte, może stać się jakimś rodzajem zagrożenia. Domyślam się, że joga może stać się formą ucieczki od rzeczywistości dla osób „odlecianych”. 🙂 Chociaż paradoksalnie, jednym z najważniejszych elementów jogi jest właśnie „uziemienie”, dobre połączenie i z naszym ciałem, umysłem i duszą. Zbalansowanie wszystkich aspektów naszego jestestwa.

Wspaniały nauczyciel jogi Yogi Bajan mówił, że joga nie jest religią, ale narzędziem, które pomaga nam w życiu. Uczył, że życie jest jak fala, która czasem unosi się, a czasem opada. Dobrze się stanie, jeśli człowiek w porę zrozumie, że czasem musi być dobrze, a czasem źle – ponieważ trudne doświadczenia nas uczą i są ważną częścią naszego rozwoju. Chodzi jednak o to, byśmy potrafili utrzymać się na powierzchni, gdy jest źle. Byśmy nie tonęli. Jogin powinien płynąć na fali życia jak dobry serfer. Po to właśnie jest joga. Niezależnie od tego, co nas w życiu spotyka utrzymujemy się na powierzchni, płyniemy na fali życia – z poczuciem radości, zrozumienia i wdzięczności za dar tych doświadczeń.

Oczywiście nie wszystkim taka koncepcja musi się podobać. Są ludzie, którzy uważają, że życie to ciągłe cierpienie, udręka, kara z grzechy oraz pokuta – i na tym polega jego sens. Joga to inne spojrzenie na życie – pomaga nam widzieć, rozumieć i przechodzić przez różne etapy naszego życia z poczuciem spokoju, w równowadze, we wdzięczności za to, co pojawia się na naszej drodze. Po to właśnie jest joga.

Jestem jednak przekonana, że wszystko źle użyte lub w nadmiarze może szkodzić. Cóż, nawet najwspanialsze lekarstwo w nadmiarze staje się trucizną. Jednak to nie joga jest „dobra” czy „zła”, ale ponownie – sposób w jaki człowiek z niej korzysta. Do wszystkiego w naszym życiu należy podjeść mądrze i racjonalnie. 45 minut jogi plus 10 minut medytacji w ciągu dnia całkowicie wystarczy, aby nabrać siły, klarowności, poczucia spójności, wewnętrznej stabilności i elastyczności ciała. Oczywiście wyjazdy na warsztaty wiążą się z ćwiczeniami kilka razy w ciągu dnia – świetnie, na warsztaty wyjeżdżamy jeden lub dwa razy w roku. Jeśli ktoś ucieka od życia w jogę lub w medytację, to jest to jedynie niewłaściwe wykorzystanie wspaniałego narzędzia. Jednak klasyczne sesja jogi (kriya plus relaksacja/medytacja) trwa od 50 minut do ok. 1 godziny 15 minut. No, w skrajnych przypadkach może się przeciągnąć do 1,5 godziny. A ile czasu spędzają ludzie przed telewizorem oglądając sceny pełne agresji, złości, szyderstw, strachu, gwałtów czy przemocy? Czy właśnie TO tak NAPRAWDĘ nie otwiera nas na „obce moce”?

Zagubionemu sercu chrześcijanina z pewnością pomoże wyjście na ścieżkę samodzielnego myślenia, kierowanie się sercem, wewnętrzną mądrością oraz modlitwa w ciszy i samotności. Ważna może okazać się również książka Anthony De Mello pt. „Przebudzenie”. A ja modlę się dzisiaj o to, by współczesny człowiek naprawdę jasno i wyraźnie dostrzegł, gdzie w jego świecie ukrywają się prawdziwe zagrożenia i zaczął kierować się głosem swojego czystego, szlachetnego, mądrego i dobrego serca.

Na deser proponuję film o najstarszej nauczycielce jogi, która ma dzisiaj 93 lata i praktykuje jogę od 61 lat. Ja uczę się życia właśnie od takich pozytywnych, radosnych, zdrowych i sprawnych ludzi, którzy pomimo wieku mają poczucie celu, spełnienia, i wnoszą radość do życia innych ludzi.

Stawajmy się najlepszą wersją samych siebie, za sprawą wszelkich dostępnych nam dzisiaj narzędzi! 🙂

Z miłością,

Agnieszka