„Być żywym to – to największa obawa, jaka dręczy ludzi. Śmierć wcale nie jest największym lękiem, jaki nas prześladuje. Największym lękiem jest podjęcie ryzyka, by żyć. I by wyrazić, kim naprawdę jesteśmy. Być sobą, to największy człowieczy lęk. Nauczyliśmy się żyć tak, aby sprostać cudzym wymaganiom. Nauczyliśmy się żyć zgodnie z poglądami innych ludzi z powodu lęku, że nas nie zaakceptują, że nie będziemy dla nich wystarczająco dobrzy.”

Don Miguel Ruiz „Cztery umowy”

 

Coraz częściej można usłyszeć z polskiej ambony nawoływania, że joga jest grzechem, a na lekcjach religii małe dzieci słyszą, że poprzez czakry mogą się do nich dostać demony… Nie po raz pierwszy spotykamy się z tym, że niektórzy (tu podkreślam z całą mocą, że nie wszyscy, ale właśnie niektórzy) księża zastraszają zagrożeniem, jakie niesie ze sobą joga.

Ponieważ praktykuję jogę od 12 lat i jestem katoliczką, chciałam podzielić się moim osobistym doświadczeniem.

Jak to się zaczęło?

Od dziecka byłam duszą aktywnie poszukującą. Jako mała dziewczynka pragnęłam zostać… księdzem, aby być blisko Boga i nieść Go do ludzi. Już wtedy nie mogłam pojąć jak to jest możliwe, że tylko mężczyzna może zostać księdzem. Do dzisiaj tego nie rozumiem.

Moje głębokie duchowe poszukiwania sprawiły, że jako nastolatka aktywnie zaangażowałam się w ruch oazowy. Śpiewałam w oazowej Scholi, uczęszczałam na ewangelizację, a także na spotkania grupowe. Po pięciu intensywnych latach nauk sama stałam się animatorką oazową i prowadziłam grupę młodszych dziewcząt. Moje zaangażowanie w nauki Jezusa i pragnienie podążania za nimi było pełne szczerego oddania. Miałam poczucie, że robię coś ważnego i uczestniczę w czymś pięknym. Gdy miałam 17 lat, niezwykle ważnym wydarzeniem była dla mnie msza ekumeniczna w Asyżu, zorganizowana w 1986 roku przez Jana Pawła II. To wydarzenie było milowym krokiem ludzkości w niesieniu pokoju i miłości do wszystkich ludzi, niezależnie od wyznania. Podczas tej mszy wyznawcy wszystkich religii modlili się wspólnie o pokój, każdy swoimi własnymi modlitwami. Oglądając relację z tego wydarzenia w telewizji, miałam autentyczne poczucie obecność Ducha Świętego. O tym wszystkim, co działo się później na świecie, możemy przeczytać na kartach historii. Stał się prawdziwy cud – bez walki i przelewu krwi runą ustrój, który (z logicznego punktu widzenia) był w zasadzie niezniszczalny…. Właśnie tak działa nasze zjednoczone ludzkie dobro, niezależnie od wyznawanej religii. Gdy jesteśmy razem, gdy się kochamy, szanujemy i wspieramy możemy góry przenosić i sprawiać, że dzieją się cuda.

Gdy pracując jako modelka trafiłam do Nowego Jorku, poznałam wyznawców różnych religii. W tej gigantycznej metropolii, jak w soczewce, skupia się cały świat. Ten wielokulturowy i wielowyznaniowy świat może tam ze sobą współistnieć w pokoju, szanując swoją odmienność religijną i kulturową. Ja sama poznałam cudownych hindusów, buddystów, sikhów, żydów czy muzułmanów. Dobry człowiek ma dobro w sercu, niezależnie od tego, gdzie się urodził i jakiej jest wiary. Podobnie jest ze złym człowiekiem – nawet gdyby wyznawał „najświętszą z religii”, gdy jego serce jest oskarżające, zamknięte i okrutne, nie stanie się świętym.

Gdy wróciłam do Polski zauważyłam, że słowa, które płyną z naszych ambon – cóż – nie zawsze mają coś wspólnego z naukami Jezus, które tak mocno zakorzeniły się w moim sercu. Zauważałam ogromy rozdźwięk pomiędzy tym, czego uczył nas Jezus (miłość, dobro, miłosierdzie, skromność), a tym jak wygląda to w życiu codziennym. Zastraszanie bożym gniewem (przecież Bóg jest miłosierdziem), mówienie o wyższości katolików nad innym wyznaniami (przecież Bóg kocha wszystkie swoje dzieci, niezależnie od koloru skóry, wiary i wyznania).

Pewnego dnia spotkałam kobietę, której ksiądz nie udzielił rozgrzeszenia. Dlaczego? Uciekła od męża alkoholika, który katował ją i ich dwie córeczki. Zaatakował ją nożem. W ostatniej chwili, w środku nocy uciekły przez okno. Nie miały gdzie się podziać. Przygarnęli je dobrzy ludzie. Kobieta ciężko pracowała, aby utrzymać siebie i dziewczynki. Mieszkały w maleńkim mieszkanku na poddaszu. Ledwo wiązały koniec z końcem.  Normalny człowiek mówi do takiej kobiety „jak mogę ci pomóc?”. Tym czasem ksiądz ją skrzyczał, nawyzywał i odesłał bez rozgrzeszenia mówiąc, że jest grzesznicą odchodząc od męża, że powinna nieść swój krzyż, ponieważ jest związana ślubem.

„Czy Bóg naprawdę oczekuje od mnie, że będę codziennie bita? Czy Bóg chce, żebym widziała jak ten człowiek katuje moje niewinne dzieci? Czy tego oczekuje ode mnie Bóg? – pytała płacząc w moje ramię.

Nie. Nie tego oczekuje od nas Bóg. Z całą pewnością nie tego.

Takich sytuacji spotykałam w życiu niestety coraz więcej. Ja wiem, że w naszym kościele jest wielu wspaniałych księży. Obecny Papież Franciszek jest pełen mądrości, pokory, miłosierdzia i wyraźnie zabrania odmawiania miłosierdzia Bożego, rozgrzeszenia ( z całego serca polecam film pt „Franciszek” w reżyserii Beda Dacompo Feijoo). Nie zmienia to faktu, że z polskiej ambon można usłyszeć słowa zastraszenia, potępienia i podziałów. Ja nie przeżyłam kryzysu wiary – zawsze wierzyłam w Boga. Przeżyłam jednak duże załamanie zaufania do kościoła, ponieważ widziałam jak dalekie jest słowo miłości Jezusa od słów, które zbyt często słyszałam w kościele.

Gdy rozstałam się z moim pierwszym mężem sama poczułam się „niegodną grzesznicą”. Z biegiem czasu okazało się, że to rozstanie to była najlepsza decyzja dla mnie i dla dziecka, jaką mogłam podjąć. Jednak wtedy czułam się odtrącona przez kościół, a to sprawiło, że w moim własnym sercu mój związek z kochającym Jezusem zaczął się rozpadać. Z kościelnej ambony potępienie spada na człowieka jak paskudny wirus, który trawi ludzkie serca powodując, że zaczynamy oddalać się do miłującego Stwórcy. Ponieważ nie umiałam poradzić sobie z tym wewnętrznym bólem, w moim życiu pojawiły się „koła ratunkowe” – papierosy i alkohol, jako jedyna metoda na odsunięcie wewnętrznego bólu, pustki i zagłuszenie rozpaczy. Żyłam tak jak większość ludzi w pogoni za karierą, zdobywaniem środków do życia, za poszukiwaniem przyjemności zewnętrznego świata. Pomocy szukałam w psychologii (sama ją nawet z zapałem studiowałam).

W roku 2006, gdy na raka zmarł mój Tata, przeżyłam totalny kryzys. Moja chora dusza sprawiła, że zaczęło chorować moje ciało, a moja psychika i emocje były w strzępach. Owszem, modliłam się słowami modlitw, których nauczyłam się już jako mała dziewczynka, ale niewiele to pomagało. A w zasadzie to zupełnie nie pomagało.

Pewnego wieczora, kiedy przestałam chcieć żyć, padłam na kolana i z głębi serca wypłakałam: „Boże, nic już nie wiem. Poddaję się. Ty mnie poprowadź. Pomóż mi!”.

Cały ten proces opisałam w mojej książce pt. „Pełnia życia”.

W odpowiedzi na moje błagania Bóg podał mi swoją dłoń, a wraz z nią podarował mi pomocnych ludzi oraz praktyczne narzędzia, które pomogły mi wyjść z mroku.

Jednym z najważniejszych narzędzi okazała się dla mnie joga. To był dla mnie bezcenny dar. Jestem przekonana, że bez niej nie byłabym w stanie wyjść z ciemności do światła, ze strachu do Miłości, ze śmierci do Życia. Joga jest narzędziem, które może skutecznie pomóc zagubionemu człowiekowi. Mi pomogła.

Dzięki praktyce jogi, krok za krokiem zaczęłam się oczyszczać – swoje ciało, umysł i emocje. Również na głębokim, duchowym poziomie, głównie z toksycznego lęku przed Bogiem. Zaczęłam oczyszczać się z absurdalnego poczucia winy, które separuje nas od kochanego Stwórcy. Zaczęłam odkrywać swoją wartość jako umiłowane Dziecko Boga. Zaczęłam doświadczać autentycznego połączenia ze Stwórcą i z całym światem – ze wszystkim co istnieje. To właśnie owe połączenie powoduje, że człowiek staje się troskliwym i odpowiedzialnym obywatelem tego świata. To owo połączenie sprawia, że człowiek zaczyna dbać i troszczyć się o naturę, zwierzęta, całą naszą planetę i o drugiego człowieka – stając się lepszą istotą. To właśnie w tym spełnia się najważniejsze przykazanie chrześcijan, które brzmi: kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Bez tego boskiego przykazania głęboko zakorzenionego w naszym sercu, ludzie niszczą zasoby naturalne, zanieczyszczają planetę i produkują dla siebie nawzajem szkodliwe pożywienie, leki, przepisy prawne i struktury społeczne. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Ale zagubiony człowiek nie kocha i nie szanuje siebie – niszczy siebie alkoholem, narkotykami, złym pożywieniem, lekami, toksycznymi związkami.

Słowo joga oznacza POŁĄCZENIE. I jest to połączenie na wielu płaszczyznach. Powoduje połączenie całej naszej Istoty – czyli ciała, umysłu i duszy. Na głębszym poziomie powoduje połączenie człowieka z Bogiem, który w jodze jest Bogiem uniwersalnym – nie chrześcijańskim, nie buddyjskim, nie hinduskim czy innym. Jest JEDYNYM Bogiem, PONAD wszelkimi religiami. Ojcem, który absolutnie kocha WSZYSTKIE swoje dzieci obecne na tej Planecie.

Kiedy wyznawca jakieś religii jest przekonany, że jest lepszy od innych, dopada go grzech pychy (a w chrześcijaństwie to jest pierwszy grzech główny). Ten grzech dzieli ludzi. To właśnie z tego grzechu pychy na naszej planecie od tysięcy lat trwają wojny. Dzieci boże walczą między sobą „w imię boże”, ponieważ wydaje się im, że to oni posiadają patent na Pana Boga. Bardzo niebezpieczne jest to nasze katolickie przekonanie, że to MY jesteśmy lepsi od wyznawców innych religii. Nie jesteśmy. Nasze więzienia pełne są przestępców, którzy są… katolikami.

Boli mnie serce, gdy słyszę jak ksiądz mówi, że osoby które praktykują jogę to bałwochwalcy, którzy otwierają się na demony i siły ciemności. Nie jest godne chrześcijanina mówienie o tym, że hindusi czy buddyści to wyznawcy zła – bo przecież do tego się to sprowadza. Właśnie takie myślenie prowadzi do pogardy, podziałów i do wojen.  Jak szybko Polacy zapomnieli, że to właśnie nasz rodak, Jan Paweł II w Asyżu zapoczątkował msze ekumeniczne, podczas których wyznawcy wszystkich religii modlili się wspólnie, do tego samego, JEDYNEGO Boga, Ojca nas wszystkich, którego w różnych częściach świata nazywamy różnymi imionami. PRAWDA jest jedna, tak jak Bóg jest jeden.

Czy poprzez jogę przez nasze czakry trafiają do nas demony?

Ja mam poczucie, że w moim przypadku stało się dokładnie odwrotnie.

O czasu, gdy zaczęłam praktykować jogę opuściły mnie demony palenia papierosów, picia alkoholu, zazdrości, zawiści, obgadywania, oceniania innych, plotkowania, jedzenia mięsa, samobiczowania, samooskarżania, samopotępienia i najważniejsze – izolowania się od Stwórcy i przyjęcie go do swojego serca. Przez te dwanaście lat stałam się oczyszczona, świadoma i wolna od nałogów – jestem całkowitą abstynentką, która aktywnie pomaga bliźnim, potrzebującym.

Z punktu widzenia psychologii oraz duchowości ogromnie niebezpieczne i bardzo obciążające dla dzieci jest mówienie im przez księży, na lekcjach religii, że przez ich czakry mogą do nich dostać się demony. Serce mnie boli gdy pomyślę, jak te dzieci muszą się bać. Jak takie przesłanie podważa ich wiarę w Boga, który przecież jest SILNIEJSZY niż wszelkie zło.

Takie zastraszanie dzieci jest ogromnie szkodliwe dla ich zdrowia emocjonalnego, psychicznego i dla ich harmonijnego rozwoju. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak wiele pracy będą musiały takie osoby włożyć w przyszłości, aby oczyścić się z tego toksycznego lęku i nauczyć się, by z otwartym sercem i zaufaniem kochać Boga. Aby uwierzyć, że tam, gdy jest prawdziwa wiara i miłość do Boga, tam nie ma wstępu żadne zło  – ponieważ mocna wiara i miłość działają jak POTĘŻNA boska tracza ochronna… Zło może dostać się tylko tam, gdzie ta wiara jest słaba, marna, ułomna, chwiejna, krucha… Dlatego w pierwszej kolejności trzeba dzieci wzmacniać w miłości Bożej, pokazywać jej niezwykłą siłę i MOC. To jest fundament, na którym później można budować. Tam gdzie jest zdrowa, mocna, silna wiara, tam nie ma strachu o jakieś nic nie znaczące detale…

Warto również pamiętać, że wiara nie jest czymś, co można po rodzicach odziedziczyć. W naszym kraju zostało tak przyjęte kulturowo, że automatycznie niemal każdy z nas staje się katolikiem. Religia (tak samo jest w przypadku innych religii na świecie) jest nam więc przypisana z urodzenia, zanim zaczynamy myśleć i dokonywać świadomych  wyborów. Wiara powinna być dobrowolnym i dojrzałym aktem świadomego wyboru. A kiedy możemy dokonać wyboru? Kiedy czujemy się wolni, aby w pełni korzystać z danej nam przez Boga prawa wolnej woli.

Ja przepracowałam w sobie ten dar wolnego wyboru gdy zrozumiałam, że ja wcale nie muszę być katoliczką. Że Bóg nie ukarze mnie za to, że nią nie będę. Że Bóg kocha wszystkie swoje dzieci niezależnie od wyznawanej religii. I wcale nie kocha katolików bardziej niż wyznawców innych religii czy ateistów. Wybieram Jezusa nie ze strachu przed Bogiem, nie dlatego, że tak mi wpojono od dzieciństwa – ale z własnej wolnej woli, z wielkiej miłości do Niego.

Tam gdzie jest strach, tam nie ma miłości.

Nie możemy jednocześnie Boga kochać i się go bać. Taka „miłość” jest uczuciem toksycznym, które nie ma absolutnie nic wspólnego z miłością, zaufaniem, radością i wolnością.

Miłość to brak strachu.

Podczas moich 12 lat praktyki jogi nie byłam nigdy i przez nikogo zmuszana, zachęcana czy namawiana do oddawania czci jakimś obcym bóstwom. Poprzez praktykę jogi hinduizm nie stał się moją religią. Mało tego, nic z mojej praktyki nawet w minimalnym stopniu nie sprawiło, że hinduizm stał się dla mnie religią bliską. Owszem, szanuję ją, akceptuję jej odmienność, ale w moim sercu był i jest mój ukochany Jezus. Teraz, dzięki jodze jest w tym sercu w pełni i bardzo mocno. Pośród całej, globalnej mody na jogę wcale nie wzrosła ilość ludzi nawróconych na hinduizm. Mało tego, z badań wynika, że w Stanach Zjednoczonych zaledwie 10% Hindusów jest nawróconych na swoją religię. Obawy o stratę wiernych są więc bezpodstawne. Najbardziej ludzi odstrasza od kościoła katolickiego właśnie… zastraszanie. Jezus przyciągał do siebie miłością i miłosierdziem. Tak samo powinni czynić wszyscy chrześcijanie – kochać bliźniego swego…

Ostatnie badania wykazują, że Polacy coraz rzadziej chodzą do kościoła i uczestniczą w mszy świętej. Wyniki badań, które opublikowano w styczniu 2018 wskazują, że zaledwie 36% zdeklarowanych polskich katolików uczestniczy w mszy, a 16% z nich przyjmuje komunię. Ten wynik jest najgorszy od 1980 roku… „Kościół wciąż nie opanował odpływu wiernych” – czytamy w katolickiej prasie. Podejmowane są różne próby, aby ich zatrzymać. Czy jednak atak na jogę jest dobrym pomysłem? Czy zastraszanie dorosłych i d z i e c i jest dobrym pomysłem? Moim zdaniem efekt będzie dokładnie odwrotny. Coraz więcej osób chce się otworzyć na dobro i miłość, a nie na strach i podziały.

Joga to nie jest oddawanie czci obcym bóstwom, to zupełne nieporozumienie.

Joga powstała tysiące lat temu, kiedy na świecie nie istniały jeszcze religie i związane z nimi podziały. Joga jest darem dla nas wszystkich, byśmy w tych trudnych czasach podziałów mogli się zjednoczyć jako dzieci boże. Owszem, joga powstała na terenach, na których powstał PÓŹNIEJ hinduizm (oraz później jeszcze inne religie), ale nie ma z nim bezpośredniego związku. Joga została zaadoptowana na potrzeby hinduizmu, podobnie jak później uczynił to buddyzm, a teraz również chrześcijaństwo. Tak, na świecie są miliony praktykujących jogę chrześcijan, którzy podobnie jak ja twierdzą, że dzięki jodze stali się lepszymi ludźmi i lepszymi chrześcijanami.

Ta nasza katolicka fobia przed grzechem oddawania czci bożkom (przykazanie „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”) jest rozumiana w sposób infantylny i niedojrzały. Czy dobry Bóg chce ukarać swoje dzieci, gdy poszukując Go użyją niewłaściwego imienia? Jeśli w ich sercach jest czysta intencja poszukiwania drogi do Boga, to nie istnieje grzech za taki „błąd”.

Jeśli dziecko szukając drogi do ojca popełni błąd, to czy dobry, kochający rodzic to dziecko za to ukarze? Oczywiście, że nie! Który rodzić by tak postąpił? Wyłącznie psychopata. Więc dlaczego godzimy się na to, aby wspaniałemu, kochającemu Bogu przypisywać najgorsze, najbardziej nikczemne, podłe i płytkie ludzkie cechy i zachowania?

Kochający rodzić jest troskliwy, wspaniałomyślny, czuły i wyrozumiały.  Przytuli do serca swoje dziecko i powie „dziękuję, że z takim oddaniem szukałeś do mnie drogi, aby mnie odnaleźć, aby do mnie powrócić”.

Bóg nas kocha i nie czai się za rogiem, aby z ukrycia nas przyłapać i ukarać za błąd. Bóg nie karmi się naszym ludzkim cierpieniem.

Katolik wierzy, że tylko katolicka droga do Boga jest właściwa, muzułmanin wierzy, że tylko muzułmańska droga do Boga jest właściwa, buddysta, że buddyjska – a Bóg patrzy z góry na WSZYSTKIE swoje UKOCHANE dzieci z miłością i cierpliwie czaka, aż te dzieci ogarną się, pokochają i znajdą wspólna drogę dla wszystkich – drogę swojego serca. Drogę poprzez serce, drogę miłości. Tego uczył nas Jezus. Droga jest tylko jedna – jest nią miłość. Nie dogmaty, nie religijne przepisy, nie kary i zastraszanie. Tą drogą do Boga jest miłosierdzie i miłość. Ponad wszystkim jest miłość.

Do odkrycia we mnie tej prawdy, którą głosił i nauczał Jezus, doprowadziło mnie moje oczyszczone serce.  Nie uczyniły tego religijne nakazy, zakazy i zastraszenia (de facto działały dokładnie odwrotnie). Gdy dzięki jodze oczyściłam swoje serce i emocje z toksycznych uczuć lęku i separacji, stałam się gotowa nie tylko czuć i doświadczać miłość, ale nią żyć i wnosić ją do świata – tak jak uczył nas Jezus. Joga stała się dla mnie skutecznym narzędziem. Lekarstwem. Nie mówię, że lekarstwo jest bogiem. Nie mówię, że narzędzie jest święte. Mówię, że jest skuteczne.

Nie musimy się obawiać oddawania czci obcym bogom czy bożkom. Współczesny człowiek JUŻ to robi, i robi to każdego dnia. Bóg, któremu ludzkość oddaje cześć nazywa się PIENIĄDZ. Dla pieniędzy ludzie popełniają przestępstwa, zatruwają planetę oraz siebie nawzajem niezdrowym pożywieniem i toksycznymi lekami. Cały nasz system jest przeżarty przez ludzką chciwość pieniędzy i władzy. Nie musimy szukać obcych wrogów i demonów w innych religiach – wystarczy przyjrzeć się tym, które na dobre rozpanoszyły się w naszej codzienności, w naszym świecie, w naszych strukturach społecznych.

Kolejnym „BOGIEM” naszej codzienności jest ALKOHOL. To jest prawdziwy problem i dramat polskich katolików (a nie joga). Od wielu lat bijemy rekordy światowe w ilości wypijanego alkoholu na przeciętnego obywatela (w Europie Polska zajmuje niechlubne drugie miejsce pod względem spożycia alkoholu). Alkohol sprawia, że nasze polskie rodziny cierpią z powodu przemocy domowej, katowania dzieci, kobiet, wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców. To jest prawdziwy problem i dramat. Osoby, które praktykują jogę zostają abstynentami.

Od czasu, kiedy zaczęłam praktykować jogę ja i mój mąż staliśmy się nie tylko lepszymi, bardziej świadomymi, spokojnymi i opanowanymi ludźmi, zaczęliśmy nie tylko zdrowo się odżywiać, przestaliśmy palić papierosy, ale również przestaliśmy ZUPEŁNIE pić alkohol.

Joga na świecie jest ważnym elementem terapii wszelkich uzależnień, depresji i traum. Joga jest dla nas świetnym, naturalnym lekarstwem. Powinna być promowana przez osoby, którym autentycznie zależy na zdrowiu i szczęściu ludzi.

Dla polskich matek szczególnie powinna być ważna.

Wiemy już, że religia w szkołach nie spowodowała, że nasze dzieci są bardziej spokojne, bardziej rozsądne, uduchowione i rzadziej sięgają po środki odurzające. Jest dokładnie odwrotnie. Obecna sytuacja jest wręcz dramatyczna. Z badania, które w 2017 przeprowadziło Kantar Public na grupie nastolatków między 15 a 19 rokiem życia wynika że:

90 proc. nastolatków piło alkohol, 65 proc. paliło papierosy, 29 proc. marihuanę, 4 proc. brało ecstasy, tyle samo amfetaminę. „Czystych” nastolatków jest zaledwie 9 proc. Te dzieci same o sobie mówią: „Wszyscy rówieśnicy piją, ćpają i biorą leki na uspokojenie”. *

Mamy problem i tym problemem nie jest joga. To nie jest tak, że poprzez jogę i czakry mogą w nasze dzieci wstąpić „demony” – one już tam są. Lekiem dla naszych dzieci może okazać się joga i medytacja. Współcześni naukowcy nie mają żadnych wątpliwości, że ćwiczenia jogi oraz proste techniki medytacyjne (a nawet samo tylko koncentrowanie uwagi na oddechu) daje dzieciom poczucie spokoju. Dziecko zaczyna dostrzegać swoje uczucia i uczy się nad nimi panować. To jest bezcenny dar.

Joga i medytacja pomaga nastolatkom poradzić sobie z burzliwym okresem dojrzewania, pomaga zrównoważyć sprzeczne emocje i radzić sobie ze stresem. Wzmacnia samoakceptację, buduje zaufanie i poczucie pewności siebie. Dzięki jodze i medytacji nastolatki lepiej radzą sobie z presją rówieśników – potężną, często destrukcyjną siłą w tak młodym wieku. Medytacja pomaga też dzieciom spokojnie zasnąć, zwłaszcza, gdy praktykuje się ją przed snem. Pomaga radzić sobie z żalem i innymi trudnymi emocjami, jak na przykład choroba lub strata. Pomaga uwolnić się od negatywnych myśli i zachowań, poprawia relację z otoczeniem. Z badań wynika, że medytacja poprawiła wyniki uczniów w nauce i sporcie. Duchowe korzyści dla dzieci są na bardziej subtelnym poziomie – dzieci uczą się cierpliwości, życzliwości, akceptacji i hojności. Medytacja pomaga w rozwoju stabilnej, zrównoważonej osobowości, a wszystko to sprawia, że dzieci i nastolatkowie mogą prowadzić bardziej pozytywny tryb życia i dokonywać wyborów dobrych dla siebie…

Wspaniałym dowodem na fenomenalnie działanie medytacji jest przykład tajskich chłopców uwięzionych w jaskimi, którzy przetrwali ten niezwykle trudny czas w pełnym spokoju, opanowaniu i zdrowiu właśnie dzięki praktyce medytacji. Pisze o tym cały świat.  Każdy z nas może korzystać z dobrodziejstw medytacji zawsze wtedy, gdy przechodzi przez życiowe burze i wyzwania. Przecież właśnie tego uczył nas Jezus, gdy sam medytował na pustyni przez 40 dni…

„Po owocach ich poznacie”.

W kościele jest z pewnością wielu wspaniałych księży. Dobrych, skromnych, mądrych i pomocnych ludzi (link do artykułu o jednym z takich wspaniałych księży podaję poniżej). Niektórzy księża medytują, arcybiskup Pylak używa wahadełka, a inni ćwiczą jogę. Tak, tacy również są na świecie i jest ich wielu. Ksiądz Joe Pereira, od lat nie tylko praktykuje jogę, ale również aktywnie jej naucza. W ten sposób pomaga ludziom wyjść z uzależnień, radzić sobie z depresją i traumami – jednym słowem poprzez jogę leczy ludzi. Moje znajome jeżdżą na medytacje do benedyktynów. Dobro, otwartość i miłość istnieją w kościele. Niestety, ten głos często jest zagłuszany, a nawet celowo zamykane są mu usta…

Są również inne przykłady. Niedawno poznałam kobietę, która od kilkunastu lat żyje z księdzem. Ma z nim dziecko. Dla tego mężczyzny rozwiodła się, przeżywa dramat. Jest wyczerpana psychicznie, emocjonalnie, duchowo. „Czy on nie może odejść z kościoła, żeby z tobą założyć dobrą, zdrową rodzinę?” – zapytałam ją. „Nie, on kocha to co robi, działa charytatywnie, pomaga ludziom”. Przecież osoby świeckie również to robią… Bardzo im współczuję, całej trójce, bo niepotrzebnie tak cierpią. Zupełnie niepotrzebnie… (kochana, jeśli czytasz te słowa pamiętaj -BĄDŹ ŚWIATŁEM, bo nim… JESTEŚ).

Wczoraj media pisały o zatrzymaniu przez policję księdza, który nie tylko uprawiał i palił marihuanę, ale również ją sprzedawał. Sprzedawał również ekstazy… To nie pierwszy w naszym kraju przypadek tak zagubionego księdza…

Księża są różni. Niektórzy wspaniali, dojrzali, pełni mądrości i miłosierdzia, a inni zagubieni, tak jak każdy z nas. Sam fakt, że ktoś nosi sutannę, nie czyni go lepszym, mądrzejszym, bardziej świętym lub nieomylnym człowiekiem. Dlatego moim zdaniem ważne jest, żeby zawsze kierować się nie tylko własnym rozumem, ale również najważniejszym kompasem – naszym sercem. Stwórca podarowałam nam, każdemu z nas dar wolnej woli, byśmy z tego daru mądrze, roztropnie, samodzielnie, a przede wszystkim ŚWIADOMIE korzystali.

Podsumowując…

Po 12 latach praktyki z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że joga i medytacja to dla nas wielki dar, nie do przecenienia. Wiele osób, które zaczynają praktykę w wieku dojrzałym zastanawia się, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby zaczęły praktykować wcześniej, gdy były młodsze. Co by mogło być inaczej?

Radzenie sobie z życiem i emocjami bez używania środków odurzających i uzależniających? To na pewno. Być może wybór innej drogi życiowej i zawodowej, zgodnej z autentycznym powołaniem. A może bardziej rozsądny wybór małżeński? Umiejętność radzenia sobie z gniewem, urazą i żalem, a także z depresją lub przygnębieniem. Większy wkład w dobro ludzkości. Mniej zamartwiania się o to, co myślą inni. I generalnie – lepsze, pełniejsze, bardziej szczęśliwe życie…

Cóż, cieszę się, że tego dobrego, szczęśliwego, spełnionego życia, które mogę doświadczać przez ostatnie 12 lat.  Joga nie stanowi zagrożenia dla mojej wiary. Jest wręcz przeciwnie – cudownie ją wspiera.

Moją inspiracją dobrego, spełnionego życia stała się Tao Porchon Lynch,  najstarsza nauczycielka jogi, która w sierpniu będzie obchodziła 100 urodziny. Nadal praktykuje jogę, uczy, tańczy i darzy ludzi miłością.

„Żadna religia nie powinna być ważniejsza niż ludzkie szczęście”. A ja od siebie dodam i ZDROWIE.

Warto o tym pamiętać, gdy patrzymy na naszych polskich seniorów, zwykle bardzo schorowanych, często niedołężnych, zawsze z reklamówką leków… Starość wcale nie musi tak wyglądać. Dzięki jodze starość może być dla nas czasem wspaniałych zbiorów: rozkwitu wielkiej mądrości (zdobywanej przez całe życie), oraz fizycznej i intelektualnej sprawności. Możemy w pełni cieszyć się życiem nawet mając… 100 lat, tak jak Tao (link do filmiku o niej podaję poniżej). Jezus nauczał nas: „po owocach ich poznacie”. I ja tego się trzymam! 🙂

Idę przez życie ze spokojnym sercem, ramię w ramię z Jezusem, z Matką Boską w moim sercu i Aniołami nad głową, korzystając jednocześnie z narzędzi jogi, aby radzić sobie z wyzwaniami i stresem, jakie niesie ze sobą codzienne życie. Moja wiara jest moją siłą, a joga jest tylko narzędziem – ale jakże potrzebnym w naszej pełnej wyzwań codzienności. Cudowne jest to moje połączenie. I szczerze kocham tę drogę, za którą jestem bezgranicznie wdzięczna Stwórcy, że mi ją podarował…

„Dlaczego zostajesz w więzieniu, skoro drzwi są otwarte?”   Rumi

Z miłością,

Agnieszka

Ps. Wszystkim poszukującym duszom bardzo polecam książki: „Oczami Jezusa” Carver Alan Ames. W tej książce znajdziemy odpowiedzi na to jak kochać, jak żyć, jak przebaczać… Jako lekturę obowiązkową dla każdej prawdziwie poszukującej duszy polecam książki „Przechytrzyć diabła” Napoleona Hilla oraz „Kazanie na górze” Emmeta Fox.

Więcej o moich osobistych doświadczeniach napisałam w moich książkach „Pełnia życia”. („Jak odnalazłam i pokochałam moją duszę”)” oraz „Rozmaryn i róże” („Podróż do samej siebie”) 🙂

Uwaga! To jest blog prywatny, na którym publikowane są prywatne opinie autorki. Nie każdy musi się z nimi zgadzać. Blog nie jest opłacany przez podatników i nie ma obowiązku wszystkim się podobać. Czytanie tego bloga nie jest obowiązkowe. Autorka nie będzie publikowała linków i nazwisk osób, które sieją zastraszanie, niepokój i lęk. Z radością opublikuje wszystko to, co szerzy dobro, miłość, wolność i światło – ku pokrzepieniu ludzkich serc!!! 🙂