Na początku maja w obszernym wpisie na moim Instagramie napisałam Wam, że wchodzimy w miesiąc, który dla wielu osób może okazać się trudny, pełen emocjonalnych turbulencji i życiowych wyzwań. Moimi kolejnymi wpisami starałam się pomóc Wam przejść przez ten czas możliwie jak najlepiej, rozumieć powody, dla których pewne sytuacje mają miejsce oraz poznać ich głębszy sens i znaczenie.

Naszym powołaniem jest życie w harmonii, szczęściu i spełnieniu we wszystkich obszarach naszego życia. Błogosławieństwa płyną do nas nieustannie, ale nie zawsze je widzimy i nie zawsze możemy je przyjąć, ponieważ wewnątrz na istnieją blokady i przeszkody. Ten miesiąc pełen wyzwań miał dla nas wspaniałe zadanie – miał wyraźnie pokazać nam wszystkie obszary w nas samych, które wymagają od nas przemiany, abyśmy mogli usunąć te przeszkody, które blokują nas przez doświadczeniem pełnego szczęścia i harmonii.

Wszystkie te miejsca, które wymagają przemiany, zostały teraz wyraźnie pokazane, podkreślone, niemal fluorescencyjnym markerem. Są to miejsca, w których w naszym życiu panuje chaos i brakuje równowagi. Czy jesteśmy wystarczająco otwarci, gotowi i uważni, aby teraz podsumować ten miesiąc i dostrzec wszystkie lekcje skierowane specjalnie do nas? Wszechświat pokazał nam nasze przekonania, wzorce myślowe oraz działania, których nie możemy już dłużej ze sobą ciągnąć, ponieważ nie służą nam i nie pozwalają nam ruszyć do przodu. Aby przejść na wyższy poziom niezbędna jest z naszej strony korekta i przemiana.

Jeśli w przyszłości pragniemy doświadczyć trwałego szczęścia i spełnienia – teraz jest czas na podsumowania, wyciąganie wniosków oraz przebudowę.

Czy lubisz miejsce, w którym teraz jesteś?

   „Miejsce, w którym teraz jesteś,

   Bóg zaznaczył na mapie specjalnie dla ciebie”.

                                                                                         Hafiz

Te słowa z wiersza Hafiza przyszły do mnie kilka lat temu, gdy o świcie, bardzo zmęczona stałam na lotnisku. Była godzina 6:10 rano, a ja miałam już za sobą ponad dwugodzinną podróż samochodem. I nagle, stojąc w tym właśnie miejscu, o tej właśnie porze zrozumiałam, kolejny już raz, ze nic nie dzieje się przypadkiem. Zrozumiałam, że właśnie ta chwila, jest moim darem.

W tej samej chwili spłynęła na mnie wdzięczność i świadomość, że Stwórca mnie prowadzi, dokładnie wie, co powinnam robić i gdzie powinnam być. Miejsce, w który jestem nie jest przypadkowe, podobnie jak nie są przypadkowi ludzie, którzy są wokół mnie.

Wtedy spojrzałam na świat wokół siebie z wdzięcznością, i przesłałam ciepły uśmiech do każdej osoby, którą spotykałam po drodze. Przecież każdy z nas jest tu z jakiegoś ważnego powodu i każdy z nas jest podróżnikiem przez niezwykłą, nieodkrytą jeszcze dżunglę naszych serc i dusz.

Życie nieustannie nas uczy – czy jesteśmy gotowi na te lekcje?

Moja znajoma przechodzi przez zawodowe wyzwania i zawirowania – po raz kolejny dokładnie te same. Zmieniła się scenografia, aktorzy i sytuacje, ale doświadczenie jest identyczne – kolejny już raz.

Powtarzanie w kółko tych samych błędów i sytuacji, spotykanie ludzi, którzy w podobny sposób drażnią nas lub irytują jest dla nas wyraźnym znakiem, że czas już w sobie coś zmienić. Świat zewnętrzny jest naszym lustrem i pokazuje nam prawdę o nas samych. Nie o innych ludziach – ale o nas samych.

Nigdy nie poznamy w pełni prawdy o innych ludziach – każdy z nas żyje w swojej własnej głowie, na małej planecie swojego własnego umysłu. Wspaniale obrazuje to przegenialna książka „Mały książę”. Niedawno obejrzałam z moją córeczką filmową wersję „Małego księcia”. Przyznam szczerze, że nie było mi łatwo przebrnąć przez jej nową, filmową wizję, ponieważ ta książka od wielu lat jest tak bliska mojemu sercu, że stała się dla mnie niemal obiektem kultu – a przełamywanie i „profanowanie” obiektów kultu jest bolesne 🙂

Na szczęście znalazłam w sobie przestrzeń, aby otworzyć się na nowe. Dzięki temu miałam okazję zobaczyć niemal ożywione postaci z kart książki, które tak dobrze znam. Te ruchome obrazy stały się dla mnie jeszcze bardziej wyraziste (chociaż nadal uważam, że film w żadnej mierze nie jest w stanie zastąpić książki!).

Utkwiła mi w pamięci pewna scena – król, który zasiada na swojej małej planecie (jest na niej sam), jest PRZEKONANY, że jest przepotężny, wszechwładny i rządzi nawet wschodami i zachodami słońca. W dalszej części filmu widzimy tego człowieka, który tak naprawdę jest…. „kierownikiem” windy. W Nowym Jorku, w ekskluzywnych wieżowcach są tak zwani windziarze, których zadaniem jest… przyciskanie guzików w windzie. Ten człowiek, który „włada” windą w swojej własnej głowie jest królem całego wszechświata, którego zdanie, system wierzeń i opinie są najważniejsze. Właśnie w taki sposób funkcjonują ludzie – siedzą na planetach swoich własnych ego – umysłów i mają wrażenie, że ich opinie, wizja świata, poglądy, przekonania i wierzenia są jedyne, słuszne i prawdziwe.

Lubię oglądać zdjęcia kosmosu, lubię oglądać Układ Słoneczny i dostrzegać, jak w tym ogromie maleńka jest planeta Ziemia, a na niej człowiek, człowiek – mniejszy niż bakterie w kosmosach naszych ciał…

Na Ziemi życie blisko siedem miliardów takich ludzkich istnień, a każdy posiada w swojej głowie swoją własną planetę ego – umysłu i sądzi, że jest całym wszechświatem… Zabawni, mali „władcy”, przekonani o swojej wyższości nad innymi…

Nic nie wiemy na temat innych ludzi – nie wiemy, dlaczego zachowują się w taki czy inny sposób, a nasze ego – umysły, naszej egoplanetki są przekonane o swojej wszechwiedzy…

Aby nas przebudzić z tej iluzji, Wszechświat nieustannie nas uczy. Stawiając na naszej drodze wyzwania i problemy stara się za wszelka cenę pokazać nam prawdę o nas samych. Działa niczym nasze lustro. Wady, które widzimy w drugim człowieku są wadami, które sami posiadamy w sobie – im bardziej drażnią nas w innym ludziach, tym pilniejsza jest nasza potrzeba przemiany.  Ponieważ nie możemy sami siebie zobaczyć – jesteśmy w stanie tego dokonać poprzez przyglądanie się naszemu życiu oraz relacjom międzyludzkim, jakie tworzymy w przestrzeni naszych doświadczeń osobistych i zawodowych.

I tu dotykamy kolejnego ważnego punktu – moja znajoma stwierdziła, że życie prywatne jest u niej super, ale biznes rządzi się innymi prawami – dlatego w stosunku do niektórych osób w pracy jest ostra, czasem niemiła, stawia granice, czasem pozwala sobie na to, aby być surową – tak samo zachowuje się przecież czasem w stosunku do dziecka czy męża.

Tylko, że osoby, z którymi pracujemy nie zawsze mają ochotę, aby ktoś je wychowywał w taki sposób.

Wytyczając swoje zdrowe granice w relacjach osobistych i zawodowych musimy również szanować i respektować granice innych ludzi.

Tak jak my pragniemy szacunku – dokładnie tego samego pragnie druga strona. Tak jak my nie chcemy, żeby ktoś „wszedł” nam na głowę, tak samo nie chce tego druga strona.

Jeśli na drodze naszego rozwoju oddzielimy życie prywatne od zawodowego grubą kreską i zadecydujemy, że oba te światy rządzą się innymi prawami, to czekają nas poważne problemy. Energia nie zna i nie rozumie tego typu podziałów. Prawa uniwersalne są proste i działają zawsze i wszędzie dokładnie tak samo: to co dajesz, to dostajesz. To, co wysyłasz do świata, to do ciebie wraca. Jeśli siejesz wiatr – zbierasz burze. Wszystko, co dajemy z siebie i wnosimy do świata generuje energię, która do nas powraca. Jeśli jesteśmy nieuprzejmi dla ludzi, nie możemy oczekiwać, że oni będą uprzejmi dla nas. Nie w taki sposób zdobywa się szacunek. Stare metody działania nie będą działałać w świecie, który teraz powstaje.

Moja znajoma stwierdziła „życie to nie jest film o miłości” – sugerując, że moje podejście do świata jest naiwne. Być może – ale to podejście działa. Naprawdę działa. Ja nie jestem infantylną nastolatką – jestem dojrzałą kobietą z ogromnym bagażem bezcennych, życiowych doświadczeń. Przez wiele długich lat przepychałam się tak samo jak czyni to większość ludzi. Udowadniając kto ma rację, kto jest ważniejszy, komu należy się szacunek itd. To są zagrywki ego. Każdy siedzi na planecie swojego własnego ego – umysłu i domaga się on innych szacunku…

Wnosząc niskie energie do naszego życia zawodowego nie otrzymamy harmonii – otrzymamy chaos. I właśnie tego doświadcza moja znajoma.

Całe nasze życie, zarówno prywatne jak i zawodowe rządzi się dokładnie tymi samymi prawami – każdy człowiek pragnie szacunku, akceptacji, uznania i miłości. Nie twierdzę, że należy biec przez życie bezwarunkowo kochając wszystkich – to dla nas zbyt trudne na tym etapie. Ludzie są różni – nie z każdym powinniśmy od razu się kochać, współpracować czy przyjaźnić. Wybieramy dla siebie partnerów. Ale niezależnie od wszystkiego – zamiast widzieć w drugim człowieku jedynie złe cechy, możemy kierować się empatią (aby zrozumieć położenie tej drugiej osoby), życzliwością i szacunkiem, aby nie podważać godności drugiego człowieka – ponieważ to NASZE zachowanie będzie w tym człowieku generowało energię, która do nas niechybnie powróci.

Przyciągamy do siebie osoby, które nadają na tych samych falach, na tych samych wibracjach co my. Jeśli naprawdę jesteśmy pełni miłości do ludzi, to przyciągamy do siebie wspaniałe osoby. I jest to zdumiewające! Doświadczam tego już od dwunastu lat. To JEST możliwe! Niedawno zauważyłam z moim mężem, że nawet z pozoru „prości” robotnicy, osoby, które wykonują prace remontowe czy naprawcze – w naszym życiu są to osoby wspaniałe – osoby, które nie palą, nie piją, mówią ładnym językiem (nie przeklinają) i są to osoby niezwykle wartościowe. Dwanaście lat temu uważałam, że jest to NIEMOŻLIWE. Że nie ma takich ludzi. A jednak SĄ – pojawili się w moim życiu, kiedy JA się zmieniłam. Wtedy zaczęłam przyciągać do siebie takie osoby. Każdy człowiek ma w sobie światło i cienie – to w jaki sposób traktujemy ludzi sprawia, że wobec nas mogą przejawiać swoje najwspanialsze cechy.

Życie to nie jest film o miłości, jeśli w to wierzysz. Nasze przekonania tworzą naszą rzeczywistość.  Życie może być filem o miłości – jeśli w to wierzysz. Jesli emanujesz dobrą energią – przyciągasz ludzi z dobrą energią. Każdy człowiek tworzy swój własny, indywidualny film, pisze scenariusz i jest reżyserem swojego życia.

Wyciąganie wniosków.

Kończący się miesiąc wyzwań, testów i prób jest dla nas wielkim darem – przeogromnym darem, który pokazuje nam prawdę o nas samych po to, byśmy dokonali zmiany i mogli otworzyć się na błogosławieństwa i dary, które nieustannie do nas płyną.

W pogoni naszego życia biegniemy przed siebie szybko i nie zawsze mamy ochotę słuchać, uczyć się i wyciągać wnioski. Bardzo wygodnie jest obwiniać innych ludzi za nasze niepowodzenia. Przyglądanie się sobie wymaga wysiłku i pokory. Rozszalałe ego robi wszystko, aby do tego nie dopuścić. Aż wreszcie dopada nas coś, co każe się zatrzymać. Choroba, komplikacje zawodowe lub osobiste lub jakiś rodzaj straty. Czasami musimy dostać od życia mocno „po twarzy”, żeby zatrzymać się, rozejrzeć wokół, aby zastanowić nad sobą i naszym życiem. Czasami może się nam wydawać, że stoi przed nami mur, przez który nie możemy się przebić. Może to sprawić, że zaczniemy podważać wartość samych siebie, a nawet Stwórcę. Ale Stwórca dokładnie wie, czego potrzebujemy, aby rozwijać się i wzrastać – i to nam daje.

Kiedy doświadczamy w życiu wyzwań, kiedy stajemy przed czymś trudnym, jest to dla nas znak, że Stwórca próbuje nam powiedzieć coś naprawdę ważnego i wartościowego.

Możemy obwiniać się za decyzje, które podjęliśmy w przeszłości, możemy winić innych ludzi  lub okoliczności, ale kiedy zrozumiemy, że cały Wszechświat nas wspiera w naszym rozwoju – mamy inny wybór. Zamiast żalu, możemy poszukać w naszych doświadczeniach bezcennych lekcji dla nas.

Zatrzymaj się i uważnie posłuchaj.

Ludzie są tak pochłonięci negatywnymi uczuciami żalu, złości, winy lub smutku, że zwykle nie poświęcają czasu na słuchanie tego, co Wszechświat próbuje im powiedzieć. Kiedy przechodzimy przez szczególnie trudny okres, to nie zawsze mamy ochotę, aby usłyszeć lekcje skierowaną do nas. To zawsze wymaga uważności, otwartości i pokory.

Ale jeśli ego jest rozszalałe i przekonuje nas, że to my jesteśmy najmądrzejsi, najlepsi i wszystko już wiemy, albo – że jesteśmy nieszczęsnymi ofiarami danej sytuacji, poszkodowani niesprawiedliwie – automatycznie sami sobie blokujemy szanse rozwoju i doświadczanie szczęścia w przyszłości.

KAŻDY z nas jest tu z jakiegoś powodu i tym powodem jest rozwój i wzrost. Stwórca wie, czego potrzebują nasze dusze, aby wzrastać. Owszem, wiele lekcji poznajemy poprzez medytację, modlitwę, wgląd, pisanie – ale czasami Stwórca musi wysłać nam sygnał pobudki, a to może być mało przyjemne doświadczenie!

Zamiast obwiniać innych lub przeklinać pecha i zły los, spróbuj spojrzeć w głąb siebie.

Czego możesz się nauczyć dzięki tej sytuacji?

Co możesz robić inaczej?

Jak w przyszłości możesz się inaczej zachować, zareagować.

Jak to doświadczenie może ci pomóc w przyszłości?

Innymi słowy – we wszystkim szukaj lekcji. Nie jesteś w tej sytuacji przez przypadek!

Siłownia, jaką jest życie.

Patrząc na górę, możemy ocenić, że jest wielką przeszkodą, nie do pokonania. Ale gdy na tę samą górę patrzy wspinacz – widzi ekscytację i cel do zdobycia! To od nas zależy jak spojrzymy na nasze wyzwania – jako na przeszkody, czy jak na okazje do rozwoju. Stwórca wielokrotnie stawia przed nami wyzwania, abyśmy mogli wykorzystać zdobyte przez nas lekcje. Doceń te możliwości treningu – dzięki nim możemy się rozwijać i z biegiem czasu, krok za krokiem stawać w danej dziedzinie mistrzami.

Jak uczyć się swoich lekcji?

Szukaj powtarzających się wzorców w swoim życiu. Czy konsekwentnie zakochujesz się w niewłaściwym typie osoby? Czy masz tendencję do tracenia przyjaciół z powodu nieistotnych sprzeczek? Czy ciągle w pracy trafiasz na podobny typ osób i nieustannie doświadczasz tych samych problemów? One nie znikną z Twojego życia, dopóki TY się nie zmienisz. Stwórca raz po raz pokazuje nam podobne scenariusze, aby dać nam szansę przełamania błędnego koła. Dopiero, gdy nauczymy się naszej lekcji i umocnimy ją w sobie, możemy przejść dalej, na wyższy poziom.

Zasłużyć na własne dary.

Czasami narzekamy, że proces rozwoju jest żmudny i długotrwały. Ale gdyby Stwórca pstryknął palcami i sam nas przemienił, czy byli byśmy szczęśliwi? Nie. My potrzebujemy poczuć WARTOŚĆ naszych osiągnięć – a czujemy ją tylko wtedy, gdy dokonamy wysiłku i sobie na to zasłużymy. Pragniemy otrzymywać zwycięstwa dzięki naszej pracy – wtedy, z perspektywy czasu cenimy każdą wypracowaną przez nas wartość jak wielki skarb, pielęgnujemy go i z miłością dzielimy się z innymi. Potrzebujemy wyzwań, aby docenić, że w pełni zasłużyliśmy na dary, które przynosi nam życie.

Nasza moc jest w naszych rękach. Mamy dar wolnej woli i wyboru. Możemy nadal tkwić w starych wzorcach, przekonaniach i nawykach, obwiniając za nasze niepowodzenia cały świat. Ale możemy też wyrwać się z tego błędnego koła i zrobić inaczej – zmieniając siebie, zmieniając swoje życie i świat. Wiem, że czeka jeszcze mnóstwo cudów do odkrycia!

Czego z głębi serca Wam życzę!

Z miłością,

Agnieszka

Ps. już 5 czerwca ma premierę moja najnowsza książka pt. „Miłość. Ścieżki do wolności”.

Mam nadzieje, że wniesie do Waszego życia dużo światła, świadomości, miłości, wolności i spełnienia….