Pierwsze oznaki wiosny zagościły już na dobre. Ptaki śpiewają radośniej, dni są zdecydowanie dłuższe, a temperatura coraz wyższa. Ostatni narciarze wrócili już z zimowych ferii (niektórzy z kontuzjami…) w oczekiwaniu na aurę bardziej sprzyjającą letnim sportom. Wszelka aktywność na zewnątrz to oczywiście domena wiosny i lata. Bieganie, spacer, rower czy jazda na rolkach od lat królują w miejskich parkach, ale ich uprawianie często wiąże się z upadkami czy skaleczeniami.

A przecież szczególnie my, kobiety, niebawem odsłonimy nogi i pewnie wszystkie chciałybyśmy, by wyglądały idealnie i były na przykład… bez siniaków 🙂 . Dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was wpis o tym jak leczyć kontuzje, otarcia, urazy, skaleczenia, siniaki oraz pomagać sobie i swoim bliskim w sportowych (i nie tylko) aktywnościach. Jak sobie pomóc stosując metody naturalne?

Ale zanim zaczniemy chciałam na wstępie zaznaczyć, że w przypadku poważnych urazów należy koniecznie skontaktować się lekarzem! Otwarte rany mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowa, a zaniedbane i zanieczyszczone nawet dla życia. Przygotowałam więc sprawdzone i skuteczne porady, ale nie zastępują one wizyty u specjalisty!             

Arnika i spółka

Jak pisałam już wcześniej w tym poście o żywokoście w moim przypadku Arnika w wersji homeopatycznej sprawdza się świetnie na wszelkie siniaki czy krwiaki. Arnica Montana wykazuje działanie w obrębie mięśni i tkanek podskórnych, naczyń włosowatych, wybroczyn krwawych. Podstawowe wskazania to wszystkie typy urazów, ale również zmęczenie mięśniowe (a więc na przykład przemęczenie czy zakwasy). Jest również polecana w przypadku kruchości naczyń krwionośnych czy na bolesne żylaki.

Z biegiem czasu dowiedziałam się, że Arnica Montana jest stale stosowana na przykład przez francuskich piłkarzy, którzy przyjmują ją zaraz, jak najszybciej po skończonym treningu lub meczu – szybkość przyjęcia preparatu homeopatycznego przyspiesza efekt gojenia urazów. Okazuje się, że homeopatia jest bardzo popularna wśród lekarzy medycyny sportowej, ale nie tylko. Poznane przez mnie osoby na świecie, które aktywnie uprawiają sport i są zainteresowane zdrowym, naturalnym stylem życia zawsze mają pod ręką preparaty z arniki, ruty oraz żywokostu i stosują je w zależności od rodzaju urazu. Poproszona przeze mnie o poradę doktor Monika Gołębiowska (pediatra), która od lat stosuje homeopatię twierdzi, że lekarze zajmujący się urazami i kontuzjami stosują homeopatię regularnie, ponieważ jest szybka i skuteczna, a jej stosowanie nie przynosi skutków ubocznych. Zdecydowanie przyśpiesza rekonwalescencję po wszelkich urazach czy operacjach. Tutaj właśnie króluje wspomniana wyżej Arnica Montana, która sprawia, że nabite guzy (zwłaszcza u dzieci) dosłownie „same” się wchłaniają. Jest idealna dla osób, które uległy wszelkim wypadkom – pomaga na stłuczenia, uderzenia, krwiaki i siniaki.

Inne sposoby na stłuczenia

Przy większych stłuczeniach, gdy występuje duży obrzęk, zasinienie, a ból narasta warto też sięgnąć po Bryonię, która hamuje wysięki i łagodzi odczyny związane z urazami stawów. Przy stłuczeniu konkretnego, bardzo bolącego miejsca, na przykład kości ogonowej można zastosować lek zwany Hypericum, który skutecznie złagodzi ból.

Oprócz preparatów zawierających arnikę na siniaki można też stosować maści z wyciągiem z kasztanowca lub żywokostu, które zmniejszają opuchliznę, ból i sprawiają, że krew szybciej się wchłania, a siniak znika.

Ja jako mama zawsze mam w swojej torebce pod ręką maleńką fiolkę z Arnica Montana – na wypadek urazów, którym ulegamy nie tylko my, ale głównie nasze… dzieci. Rower, rolki, hulajnoga, huśtawka, zjeżdżalnia… Wiosna i lato maja swoje uroki, ale również… zagrożenia!

Zimny okład

Od dziecka wszyscy wiemy, że przy stłuczeniu czy tak zwanym „nabiciu guza” najszybciej ulgę przyniesie zimny okład – niskie temperatury powodują szybszą regenerację tkanek. Woreczek z lodem, lód zawinięty w ściereczkę lub jakiś zimny, najlepiej metalowy przedmiot należy przyłożyć na obolałe miejsce, nie dłużej jednak niż na 10 minut. To stary i sprawdzony sposób naszych babć.

Witamina C i inne naturalne specyfiki

Innym skutecznym sposobem jest też rozgniecenie tabletki z witaminą C, zmieszanie jej z niewielką ilością wody i wsmarowanie takiej pasty w siniaka. Witamina C w ogóle przyspiesza proces gojenia, dlatego przy wszelkiego rodzaju urazach zaleca się zwiększenie jej spożycia, najlepiej oczywiście pod postacią świeżych warzyw i owoców. To silny przeciwutleniacz, czyli antyoksydant, który poprzez niwelowanie wolnych rodników wpływa pozytywnie na proces gojenia ran. O antyoksydantach napisałam Wam więcej w tym wpisie – wymieniłam produkty, które są najbogatsze w antyoksydanty (od trzeciego akapitu tekstu).

Wspomagająco na proces gojenia oraz zmniejszająco na obrzęki i siniaki działa również bromelaina – naturalny enzym znajdujący się w na przykład w ananasach i papai. Warto również sięgnąć po produkty, które wykazują silne działanie przeciwzapalne, np. natkę pietruszki czy imbir (o którym pisałam dla Wam więcej TUTAJ). Dzięki nim wzmocnimy organizm, który szybciej poradzi sobie ze stanem zapalnym po urazie.

Obtłuczone miejsce można również wspomóc kompresem z sody – wystarczy rozpuścić 1 łyżeczkę sody w ½ szklanki wody i takim płynem nasączyć mały ręcznik lub bandaż. A przemywając siną skórę octem jabłkowym wpłyniemy na szybsze rozjaśnienie siniaka. W moim rodzinnym domu właśnie soda oczyszczona i ocet jabłkowy zawsze były stosowane jako remedium na różnego rodzaju kontuzje.

Alternatywą dla sody i octy jabłkowego może być okład z czosnku i oliwy: należy rozgnieść 5 ząbków czosnku i wymieszać z 2 łyżkami oliwy z oliwek, następnie nasączyć tym roztworem gazę i przyłożyć na stłuczone miejsce kilka razy w ciągu dnia. Takiego okładu nie stosujemy jednak na miejsca z ranami otwartymi, ani nawet na te z obdartym lub uszkodzonym naskórkiem. Na siniaki nie nakładamy również żadnych maści rozgrzewających!

Skaleczenia i rozcięcia

Gdy dochodzi do skaleczenia i rozcięcia skóry z reguły należy udać się do lekarza by sprawdzić, czy uszkodzenie ciała nie wymaga interwencji medycznej. Jednak naturalne metody mogą tu znakomicie wspomóc leczenie konwencjonalne. Gdy nie mamy pod ręką kompletnie nic pomóc może nasza własna ślina, ponieważ dzięki obecności w niej lizozymu ma silne właściwości bakteriobójcze. Dziwne, ale prawdziwe 🙂 . Pamiętajmy jednak by używać tylko śliny własnej, gdyż obca może spowodować zakażenie!

Tak samo jak w przypadku siniaków świetnie sprawdzi się okład z lodu – zredukuje on zaczerwienienie i ból. Należy jednak pamiętać, by nie przykładać lodu bezpośrednio na skórę – najlepiej zawinąć go w bawełnianą ściereczką, taką zwykłą kuchenną.

Również sok z aloesu to doskonałe naturalne lekarstwo na podrażnioną skórę. Zmniejsza zaczerwienienie, koi i nawilża. Zawarte w nim glikoproteiny przyczyniają się do zmniejszenia bólu i zapobiegają zapaleniu, podczas gdy polisacharydy pobudzają naprawę komórek skóry. Dobrze mieć aloes na parapecie i wycisnąć w razie potrzeby świeży żel prosto z jego liści, a następnie – przyłożyć bezpośrednio na otarcie na 2-3 minuty. W aptekach dostępne są też żele z aloesu. Można też przygotować domowy spray na otarcia. W tym celu należy wymieszać szklankę zaparzonej zielonej herbaty, ¼ szklanki soku z aloesu i 10 kropli olejku lawendowego. Aplikować na podrażnione miejsce 2 razy dziennie. Z pewnością przyniesie to ukojenie i przyspieszy proces gojenia.

Z kuchni i natury

Kolejnym genialnym remedium na otarcia i skaleczenia są… płatki owsiane! Posiadają liczne właściwości odżywcze oraz lecznicze. Wykazują działanie oczyszczające, nawilżające i łagodzące. Są też doskonałym środkiem przeciwzapalnym. Ulgę przynosi przede wszystkim kąpiel w owsiance. Do wanny wypełnionej ciepłą wodą należy dorzucić 1 lub 2 szklanki płatków owsianych, a następnie relaksować się w tej nietypowej kąpieli przez 20-30 minut. Przynosi ona efekty również w przypadku łuszczycy i oparzeń słonecznych. Niewskazane jest jednak mycie lub szorowanie podrażnionych miejsc. Przygotowując taką kąpiel trzeba jednak wziąć pod uwagę sprzątanie wanny… 🙂

Moja ulubiona kurkuma ma z kolei silne właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne, które zawdzięcza kurkuminie – chroni ona skórę przed infekcjami, skraca czas gojenia i zmniejsza ryzyko powstania blizn. Jest środkiem całkowicie nietoksycznym i bezpiecznym. Na ratunek podrażnionej skórze należy przygotować prostą pastę leczniczą: 3 łyżeczki kurkumy wymieszać z 1 łyżeczką wody, nałożyć na skórę i przykryć miękką tkaniną. Po 30 minutach zmyć letnią wodą. Dla najlepszego efektu, ten domowy zabieg zaleca się powtarzać 2-3 razy dziennie. Uwaga – żółte ślady są gwarantowane, ponieważ kurkuma to silny naturalny barwnik 🙂

Z kolei olejek pozyskiwany z liści drzewa herbacianego charakteryzuje się przede wszystkim działaniem antyseptycznym i dezynfekującym, dlatego wykazuje wysoką skuteczność w miejscowym leczeniu podrażnionej skóry, w tym otarć mechanicznych. Nie należy go jednak stosować bezpośrednio na uszkodzone miejsce, lecz zawsze wymieszać z wodą lub bezzapachowym balsamem do ciała i w tej formie leczyć podrażnienia.

Przy powierzchownych urazach znakomicie sprawdza się nagietek – jako kompresy na ranę działa podobnie jak rumianek – przeciwbakteryjnie. Właściwości lecznicze nagietka znane są od wieków, pisałam o nich tutaj. Szczególnie ceniony jest przez mamy, które napar z kwiatów nagietka często stosują do leczenia podrażnień skóry u niemowląt. Ze względu na zawartość flawonoidów nagietek wykazuje działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne, chroni przed wolnymi rodnikami i przyspiesza proces gojenia. Można sięgnąć po olejek z nagietka (kilka kropli aplikować na zranione miejsce 2-3 razy dziennie) lub zastosować leczniczą, kojącą, ziołową kąpiel. Wystarczy w 8 szklankach wody zagotować 1/3 szklanki suszonych kwiatów nagietka i tyle samo zielonej herbaty oraz rumianku. Wystudzony napar dodać do kąpieli i zanurzyć się w leczniczej wodzie na 20 minut. Ukojenie gwarantowane.

Nagietek można stosować również w wersji homeopatycznej – zwany jest Calendula officinalis. Jest to lek pierwszej pomocy na zranienia i otwarte rany. Używa się go przede wszystkim przy skaleczeniach, otarciach, płytkich ranach i oparzeniach. To również lek, który powinna mieć pod ręką każda mama, zwłaszcza na spacerze i placu zabaw!

Dawni zielarze uczyli również, że na rany można użyć też kilku kropli soku z cebuli lub czosnku, albo posmarować skaleczenie miodem i założyć czysty opatrunek. Miód również ma właściwości bakteriobójcze i przyspiesza gojenie ran. Miód zastąpi również bandaż czy plaster. Zasychając, stworzy naturalny opatrunek, który ochroni skaleczenie przed bakteriami. Ja sama nigdy tego nie stosowałam, ale znam osoby, które w ten sposób się leczą – z niesamowitym skutkiem!

Od wieków również są znane lecznicze właściwości liści babki lancetowatej, która już zaczyna pojawiać się na łąkach. Oczywiście powinny one być zbierane w miejscach oddalonych do dróg, autostrad i terenów, w których stosuje się preparaty chemiczne do upraw. Liście takiej czystej ekologicznie babki lancetowatej trzeba dokładnie umyć gorącą (ale nie wrzącą) wodą i po zmiażdżeniu przykładać na rany. Babka działa łagodząco na skórę, przykładana jest do otwartych i ropiejących ran lub zwichnięć, gdyż łagodzi ból i przyspiesza gojenie.

A co kiedy wolno się goi?

Jeśli skaleczenie bardzo wolno się goi, dawne metody głoszą, że pomocny jest okład ze skrzypu polnego:

  • do garnka wsyp 2 łyżki suszonego ziela, zalej 2 szklankami wody,
  • zagotuj i trzymaj na małym ogniu ok 10 minut,
  • przecedź,
  • gdy odwar ostygnie, nasącz nim czysty opatrunek, przyłóż do skaleczenia i przymocuj bandażem,
  • okład zostaw na 2 godziny,
  • stosuj 2 razy dziennie.

Urazy poważniejsze

Przy poważniejszych urazach, takich jak złamanie kostki czy zerwanie więzadeł podczas intensywniejszego wysiłku fizycznego należy zgłosić się do lekarza, jednak również można wspomóc się metodami naturalnymi jeszcze zanim dotrzemy do szpitala. Tutaj również świetnie sprawdzi się homeopatia – przy kontuzji spowodowanej wielogodzinnym chodzeniem, bieganiem, nadwyrężeniem stawu świetnie sprawdzi się wspomniana wcześniej ruta. Lek nazywa się Ruta graveolens – wspomaga więzadła, struktury stawów i ścięgna. Przyśpiesza też gojenie w skręceniach, złamaniach, czy właśnie zerwaniu więzadeł. Dobrze też sprawdza się w profilaktyce – jeśli cierpimy na bóle stawów po urazach z przeszłości, przed dużym wysiłkiem weźmy rutę.

Z kolei przy skomplikowanych złamaniach czy leczeniu pooperacyjnym gojenie przyśpiesza Symphytum, które jednocześnie zapobiega powikłaniom. Dzięki niemu kości zrastają się szybciej.

W każdym przypadku należy pamiętać, żeby nie lekceważyć objawów i jeśli coś gorzej się goi lub przez długi czas odczuwamy ból – zgłosić się do lekarza. Ból wskazuje nam, że coś w organizmie nie dzieje się tak jak powinno (o czym pisałam Wam tutaj).

Życzę Wam dużo zdrowia i radości z ruchu na świeżym powietrzu!!!! 🙂