W naszym domu wszyscy jadamy kiszonki. Od dawna. Jednak współcześni naukowcy dopiero ostatnio niemal masowo oszaleli na ich punkcie. W Stanach Zjednoczonych prawie każda książka, która ukazuje się ostatnio na temat zdrowia i zdrowego stylu życia podkreśla jak ważne są kiszonki w naszej diecie!  Przez całe lata były zupełnie niedoceniane i niemal całkowicie zanikły z menu współczesnego człowieka. A to wielki błąd! Kiszonki były obecne w kuchni człowieka od wieków. Zawierają naturalne probiotyki i prebiotyki, które są nam bardzo potrzebne. Nowoczesny styl życia nas ich jednak pozbawił. Do tego stopnia, że wiele mam pyta mnie, czy kiszone ogórki można dawać małym dzieciom. Moja odpowiedź jest prosta – nie tylko można, ale TRZEBA!

W naszym domu jada się kiszone ogórki niemal na co dzień. Jadamy najczęściej kiszone ogórki, nieco rzadziej  kiszoną kapustę (głównie zimą i wiosną) i pijemy sok z kiszonych buraków. Różnica między nami, dziewczynami w naszym domu a chłopakami jest taka, że my wypijamy sok z kiszonych ogórków. Uwielbiamy go! Nie należy słuchać osób, które mówią, że nie można pić soku z kiszonych ogórków, ponieważ zawiera sól. To jest jak wylewanie dziecka z kąpielą. Dla zdrowego człowieka sól jest niezbędna do życia. Oczywiście wszystko w odpowiednich ilościach, nie za dużo. Każde lekarstwo w nadmiarze staj się trucizną. Dlatego pod żadnym względem nie należy popadać w przesadę 🙂 Przecież nie wypijamy litra soku z kiszonych ogórków, ale powiedzmy około ¼, góra do ½ szklanki dziennie (osoba dorosła). Tyle wystarczy. Ten sok to bogactwo bezcennych składników, które nie tylko niszczą pasożyty, ale również regulują trawienie i florę bakteryjną (niezbędną dla mocnego układu immunologicznego!!!) i ogólnie bardzo wzmacniają organizm. Szczegółowo o bezcennych właściwościach kiszonych ogórków, oraz przepis na domowe kiszone ogórki podałam w tym wpisie.

Mój Robert zjada jedynie kiszone ogórki. Nie pije soku i często śmieje się z nas, że go sobie niemal wyrywamy z ust. 🙂 Czasem jada kiszoną kapustę, czasem pije sok z kiszonych buraków. Jednak my z Helenką robimy to regularnie, a efekty… widać pod mikroskopem! W najgorszej sytuacji był organizm  mojego syna. Michał zaczął już swoje samodzielne życie i popełnił… swoje własne błędy. Ogromną wiedzę wyniósł z domu, ale oczywiście musi na sobie wszystkiego doświadczać. 🙂 Do pewnego czasu odżywiał się tak jak większość ludzi. Efekty zobaczył na ekranie monitora, który wyświetlał wyniki badania żywej kropli krwi i się… załamał. Okazało się bowiem, że biologicznie mój organizm jest… młodszy niż jego! To niezwykłe, że mówienie o zdrowym stylu życia nie jest teraz już tylko teorią – teraz możemy do naszego organizmy zajrzeć  i dokładnie ocenić w jakim jest stanie. Niesamowite! 🙂

Kiszonki w diecie człowieka są ważne. Są niezbędne. Moja koleżanka, która jest właśnie w ciąży (z bliźniakami!) jest zdumiona, że odkąd pije polecony przeze mnie zakwas z buraków (przepis jest tutaj), wyniki jej krwi stały się rewelacyjne. Zdumiona tym jest również jej lekarka! 🙂 Super! :)))

Jeśli chodzi o kiszone ogórki i małe dzieci – gdy Helenka przyszła na świat, nie miałam wiedzy, kiedy można zacząć podawać kiszone ogórki małemu dziecku. Niewiele się mówi na ten temat. Miałam jednak w pamięci widok mojej chrześnicy (równolatki Michała), która będąc małym brzdącem stale biegała z kiszonym ogórkiem w ręku. Nieustannie gryzła je lub ssała. Wprost je uwielbiała!  Śmiałam się z niej i nie przypuszczałam, że niemal to samo stanie się… z moja córeczką. Helenka po raz pierwszy sięgnęła po kiszonego ogórka… dokładnie nie pamiętam kiedy. Stało się to tak naturalnie. Usiłowaliśmy dzisiaj ustalić to z Robertem i wydaje mi się nam, że Helenka miała wtedy zaledwie około 9 czy 10 miesięcy. Wcale nie planowałam podawania jej kiszonych ogórków (kwaśne i słone), gdy była tak maleńka. Po prostu podczas śniadania wyrwała ogórka z mojej ręki i zaczęła go smakować. Z każdym kolejnym dniem wyrywała mi je coraz bardziej stanowczo. Dosłownie trzęsła się do tych ogórków! Ponieważ wierzę w mądrość małych dzieci, które są wychowywane w zgodzie z naturą, nie sprzeciwiałam się tej wyraźnej potrzebie. Po prostu je dostawała. Zdecydowanie lepszy jest widok małego dziecka z kiszonym ogórkiem w rączce, niż z paczką chipsów lub chemicznych słodyczy! Nasi przodkowie tak jadali, a mieszkali niemal w jednej izbie nie tylko z małym kotkiem lub pieskiem, ale również z całym inwentarzem domowym! I jakoś przetrwali. Ponieważ jadali kiszonki. Jest w tym mądrość – warto jej słuchać.

Najbardziej zdumiała mnie pewna sytuacja. Otóż pewnej zimy Helenka złapała wirusa. Wydaje mi się, że miała wtedy 2 latka. Zaczęła gorączkować, a ja, jak każda mama, byłam przerażona. Nie podawałam Helence żadnych leków chemicznych, ale byłam w stałym kontakcie z lekarką. Mała miała gorączkę, ale jej nie zbijałam. Dałam szansę, by organizm sam radził sobie z chorobą. Oczywiście nieustannie kontrolowałam temperaturę, aby nie była zbyt wysoka!

Podawałam córeczce nasze naturalne syropki (mniszek lekarski, czarny bez, syrop z malin) oraz pyłek pszczeli, odrobinę propolisu i miód. Około godziny 16:00 Helenka zasnęła z dosyć wysoką gorączką. Spała dwie godziny. Obudziła się bez gorączki, powiedziała, że chce zjeść kiszonego ogórka i wypić soczek z kiszonych ogórków. Zdumiała mnie ta zachcianka, ale przecież wiem, że są tam bezcenne probiotyki i prebiotyki, a w soku znajduje się wyciąg z czosnku i chrzanu –  najlepsze antybiotyki na naszej planecie. Dałam to więc dziecku, chociaż byłam szczerze zdziwiona, że właśnie na to ma ochotę. Cóż, następnego dnia po chorobie nie było śladu. Ludzki organizm jest mądry, jeśli tę mądrość uszanujemy i  pozwolimy w spokoju się jej rozwijać…

Dlatego o tym piszę dzisiaj – kochani, zróbcie sobie i swoim dzieciom kiszone ogórki!!! Nie czekajcie na to, co w tym nadchodzącym sezonie pojawi się w aptekach. Nie czekajmy na nową odmianę zimowego wirusa. Działajmy już dzisiaj! 🙂 To już niemal ostatni moment, aby zabrać się za kiszenie ogórków. Bardzo Was do tego namawiam! Nie dla zaspokojenia potrzeb naszego podniebienia (chociaż kiszone ogórki są przepyszne), ale dla zdrowia naszego i naszych dzieci!

Kiszonki kuponie w sklepie to NIE jest to samo. Zwykle nie kisi się ich, ale KWASI – a to zasadnicza różnica! Kiszenie to właśnie ten bezcenny, naturalny proces, który powoduje, że pożywienie staje się naszym lekarstwem. Przemysłowe kwaszenie, to dodawanie octu lub pulpy aby ten proces przyspieszyć. Nie ma to nic wspólnego ze zdrowiem. Dlatego tak ważne jest, aby nasze spiżarnie były wyposażone w domowej roboty kiszonki. Nic tego nie zastąpi! Dlatego polecam Wam zrobienie ogórków kiszonych samodzielnie, są wtedy zdecydowanie najlepsze i najzdrowsze.

Powodzenia i na zdrowie!!! 🙂

Ps. Jeśli nie możecie przygotować zakwasu lub soku sami, możecie zaopatrzyć się w ekologiczny sok z buraków, na przykład taki jak tutaj.