Jeśli używacie normalnego, polskiego czosnku, to z pewnością zauważyliście, że o tej porze roku zaczął intensywnie już kiełkować. Jest to zjawisko jak najbardziej normalne, a nawet pozytywne, ponieważ świadczy o tym, że czosnek jest naturalny, zdrowy i nie został zalany całą masą chemicznych substancji. 🙂

Niektóre osoby zupełnie ignorują pojawiające się zielone kiełki i je zjadają, inne je obcinają, a jeszcze inne taki kiełkujący czosnek wyrzucają twierdząc, że nie nadaje się już do użycia, ponieważ jest trujący.

Jaka jest prawda?

W wielu miejscach świata (również w Polsce) przez wiele lat uważano, że te maleńkie, zielone kiełki wyrastające z ząbków czosnku są dla nas szkodliwe, ponieważ zawierają substancje toksyczne. Sporego zamieszania i przewrotu w tym myśleniu dokonali współcześni naukowcy, którzy badając kiełkujący czosnek stwierdzili, że te maleńkie, zielone kiełki zawierają znacznie więcej przeciwutleniaczy, niż sam czosnek! To pociągnęło za sobą kolejne wnioski, które były bardzo proste – skoro wszelkie kiełki są bardzo zdrowe, to z całą pewnością dokładnie tak samo sprawa wygląda z kiełkującym czosnkiem. Maleńka roślinka potrzebuje bardzo wiele siły i ochrony, aby przetrwać. Dlatego zawiera w sobie kumulację substancji, które zniszczą wszystko to, co może stanąć na drodze jej zdrowego rozwoju – a więc posiada siłę, która pokona bakterie, wirusy i grzyby. Tylko wyposażona przez naturę w taki pakiet samoobronny jest w stanie przetrwać. Z całą pewnością kiełki czosnku są tym wszystkim wręcz „nafaszerowane”.

Co więc zrobić – słuchać dawnej tradycji, która radziła, aby nie jadać zielonych kiełków czosnku, czy też naukowców, którzy zachwalają ogromną ilość przeciwutleniaczy? Wybór oczywiście należy do Was!

Moje myślenie jest takie:

wiemy, że czosnek jest lekiem. Jednym z najbardziej niesamowitych leków i naturalnych antybiotyków na naszej planecie. Wiemy również, że każdy lek w nadmiarze staje się… trucizną. Moim zdaniem ten „nadmiar” skumulowany jest właśnie w tym zielonym kiełku. Przecież mówimy tu o czosnku, a nie o roślinie zwanej lucerną, rzodkiewką czy fasolką mung. Wszystkie te rośliny są oczywiście bardzo zdrowe i bardzo wartościowe, ale nie są tak silne jak czosnek. Przecież czosnek jest zabójcą bakterii i wirusów – to co kumuluje się w jego kiełku z pewnością jest nieporównywalnie silniejsze niż to, co kumuluje się na przykład w kiełku lucerny.

Z dużą rezerwą podchodzę do naukowych odkryć, które nie obejmują badań holistycznie, a jedynie wyrywkowo – wszystko jest od siebie oddzielone. Bo przecież dopiero suma tych wszystkich składników daje pełny obraz sytuacji. No dobrze, mamy dużo przeciwutleniaczy, a co z pozostałymi składnikami?…

Tak było na przykład w przypadku jajek: badając żółtka jajek kurzych stwierdzono, że zawierają substancje, które podnoszą poziom cholesterolu. I zrobił się wielki szum na całym świecie, że jajka są bardzo szkodliwe, niebezpieczne i niezdrowe. Dopiero po latach stwierdzono, że białko jajek zawiera lecytynę, która neutralizuje substancje podnoszące poziom „złego” cholesterolu. Więc wpływ całego jajka na ludzki organizm to coś innego, niż wpływ samego żółtka czy też samego białka, prawda? 🙂

Wiele mądrości czerpię z ajurwedy, która czosnek traktuje jako niesamowity, naturalny lek. Lekarze ajurwedyjscy już tysiące lat temu posiadali wiedzę na temat roślin i ziół, która nieustannie zdumiewa współczesnych naukowców. Wiedzieli na przykład wszystko na temat kurkumy czy imbiru, które dzisiaj dla świata nauki stanowią prawdziwy fenomen.

Podczas moich warsztatów w Pałacu Sulisław dr. Kurshan przygotowując potrawę z czosnkiem (każdy dobry lekarz ajurwedy jest doskonałym kucharzem – bo przecież nasze pożywienie powinno być naszym lekarstwem!), gdy obrał czosnek i zobaczył zielone kiełki, od razu powiedział, że nie można tego jeść. „To jest dla człowieka trucizna” – powiedział stanowczym tonem, po czym każdy ząbek czosnku sprawnie przekroił wzdłuż na dwie części i wyjął z nich zielone kiełki. Resztę czosnku normalnie wykorzystał. I ja tej pradawnej wiedzy ufam. I tego się trzymam.

Jak się usuwa zielone kiełki z czosnku – widzisz na zdjęciu nad tekstem. 🙂

Zgodnie z tą wiedzą w naszym domu nie jadamy kiełków czosnku, ale też nie wyrzucamy całych główek. Jeśli tak będziemy postępować, to o tej porze roku nic nam nie zostanie, tylko chińska odmiana czosnku, który nie kiełkuje nigdy. 🙂

Jadać zielone kiełki czy nie jadać? Wybór należy do Was. Ja w tym przypadku trzymam się tysięcy lat wiedzy i praktyki, która jest tak głęboka, że zadziwia współczesnych naukowców. I jestem pewna, że jeszcze wiele razy jeszcze ich zaskoczy!

Życzę Wam zdrowia i zawsze trafnych kulinarnych oraz… leczniczych wyborów!

Ps. W związku z dużym zainteresowaniem warsztatami w Pałacu Sulisław pt.: ”Ajurwedyjski styl życia w praktyce” zorganizowaliśmy nowy termin (ostatni przed wakacjami). Zapraszamy już w maju! Wszelkie informacje dostępne są tutaj:

http://www.palacsulislaw.pl/pakiet/warsztaty_z_agnieszka_maciag/

http://agnieszkamaciag.pl/warsztaty-w-palacu-sulislaw/