Czasem najprostsze rzeczy okazują się najtrudniejsze. Czy widziałaś cudowny film „Kobiety z 6 pietra”? Jeden z głównych bohaterów marzy o jajku na miękko, a codziennie dostaje ugotowane na twardo. Powtarza się to w jego życiu każdego ranka, jak zły sen. Aż wreszcie trafia na gosposię, która podaje mu idealnie ugotowane jajko, z mięciutkim i płynnym żółtkiem. Tak jak lubi. Już samo to wystarczy, by się w niej zakochać na zabój….
Jak ugotować idealne jajko na miękko? Oto dylemat… Słyszałam o wielu różnych sposobach. Ja po przeprowadzeniu dużej ilości różnego rodzaju eksperymentów mam taki, niezawodny:

Wyjmuję jajko z lodówki i wkładam je do miseczki z letnią wodą, aby jajko lekko się nagrzało do temperatury pokojowej (zbyt zimne jajko natychmiast pęknie w gorącej wodzie pod wpływem różnicy temperatur).
W tym czasie gotuję wodę.
Dodaję do niej szczyptę soli (podobno dzięki niej skorupka nie pęka).
Do gotującej się wody delikatnie łyżką stołową wkładam jajko i natychmiast włączam licznik czasu na dokładnie 4 minuty. Gotuję na dosyć silnym ogniu.
Po upływie tego czasu wyjmuję jajko łyżką z wody i wkładam je do zimnej wody, by natychmiast zatrzymać proces gotowania.
Nie ochładzam go jednak zbyt długo, bym mogła zjeść ciepłe jajko, ze ściętym białkiem i płynnym żółtkiem. Takie lubię najbardziej. Moja Helenka w płynnym żółtku macza kawałek chlebka, co okazuje się fantastyczną zabawą!