Moda na gluten, a raczej na pożywienie bezglutenowe znajduje się obecnie w fazie apogeum. Stało się już niemal modne nietolerowanie glutenu, a bycie na diecie bezglutenowej to już prawie obowiązek. Istnieje cały ogromny przemysł, który odpowiedział na to nowe zapotrzebowanie. Ilość poświęconych tej tematyce publikacji jest imponująca. Pszenica powoli staje się wrogiem publicznym numer 1.

Przeżyłam już tak wiele dietetycznych szaleństw i mód, że podchodzę do nich z dystansem, spokojem i zdrowym rozsądkiem. Bo jak to jest możliwe, że pszenica znana ludzkości od tysięcy lat nagle okazała się tak zabójcza? Otzi, najstarsza odkryta przez człowieka mumia świata (ma aż 5 300 lat) posiada w jelitach ślady ziaren prymitywnej odmiany pszenicy Einkorn, którą już wtedy ludzie uprawiali. Pszenica to nasze najstarsze pożywienie, a ludzkość wcale przez nią nie wyginęła.

Hildegarda z Bingen 1000 lat temu w swych dziełach pisze o niezwykłych właściwościach odżywczych i leczniczych orkiszu (dawna odmiana pszenicy). Całe Maroko od tysięcy lat jada kuskus (zrobiony z pszenicy). Włosi od niepamiętnych czasów jadają makarony i kluski z pszenicy, a depresja (za którą obwiniany jest gluten) raczej nie jest ich narodową chorobą. U nas od dawien dawna podaje się małym dzieciom i rekonwalescentom kaszę mannę (zrobioną z pszenicy), jako pożywienie wyjątkowo lekkie i odżywcze. I nagle mamy całą masę informacji o tym, że pszenica jest niezdrowa i szkodliwa, a gluten prowadzi do ponad 55 różnych chorób, więc trzeba radykalnie go z diety wykluczyć.

Bardzo mnie zastanawia, gdy ludzkość popada w jakiś rodzaj masowego obłędu i czyni wrogiem naturalne produkty spożywcze. Tym bardziej znane ludzkości od niepamiętnych czasów. Zaczęłam więc głębsze poszukiwania.

Okazało się, że uczulenie na gluten okrzyknięto najnowszą epidemią Ameryki. Obliczono, że cierpi na nią już ponad 20 milionów Amerykanów. Jakie są objawy? Bardzo przykre: przyrost wagi (czasem jej utrata), przewlekłe zmęczenie, bóle głowy, depresje, osteoporoza, problemy trawiennie i wiele innych. Moim zdaniem brzmi jak poważne zatrucie, prawda? Żywność bezglutenowa to w USA już prawdziwie wielki przemysł, a produkty bezglutenowe kosztują fortunę. Mówimy tu o poważnym biznesie, który został oszacowany nawet na 10 miliardów dolarów.

Niesamowita kwota i niesamowite obroty, które dziwią tym bardziej, że unikanie glutenu jest medycznie uzasadnione tylko w dwóch przypadkach: celiakii i uczulenia na pszenicę. Celiakia stanowi immunologiczną odpowiedź na gluten, co dotyczy zaledwie około 0,75% całej populacji. Uczulenie na pszenicę, niekiedy nazywane „astmą piekarza”, dotyczy zaledwie około 0,4% populacji i jest zwykle charakteryzowane przez symptomy takie jak problemy z oddychaniem i katar.

Jak mówi badanie dr. Anthony Samsela i dr. Stephanie Seneff opublikowane w Journal of Interdisciplinary Toxocology: „Celiakia, a bardziej ogólnie, nietolerancja glutenu, jest rosnącym problemem na świecie, ale zwłaszcza w Ameryce Północnej i Europie, gdzie cierpi na nią szacunkowo 5% populacji. Symptomy obejmują nudności, biegunkę, wysypkę, anemię i depresję. To wieloczynnikowe schorzenie związane z wieloma niedoborami żywieniowymi, jak również kwestiami rozrodczymi i podniesionym ryzykiem choroby tarczycy, nerek i nowotworu. Sugerujemy, że najważniejszym czynnikiem przyczynowym w tej epidemii jest glifosat, aktywny składnik środka owadobójczego, Roundup@.”

Glifosat to aktywny składnik w grupie herbicydów. Jednym słowem chodzi o silnie działającą, toksyczną chemię używaną podczas uprawy pszenicy. Badanie ujawniło, że producenci pszenicy glifosat stosują kilkakrotnie –  w okresie wyrastania zboża, kolejną dawkę nawozu tuż przed zbiorem (co pomaga w oddzieleniu ziaren), a następnie pryska się nim pojemniki do przechowywania zboża, co ma niszczyć szkodniki i chwasty. Jak się okazuje niszczy również nas. Objawy zatrucia po takiej „pszenicy” nie powinny więc dziwić.

Niewiele osób wie o istnieniu glifosatu, więc wrogiem publicznym uczyniono gluten oraz pszenicę. Stała się ona takim oficjalnym „chłopcem do bicia”. W związku z tym coraz więcej osób z niej rezygnuje twierdząc, że dzięki temu czują się lepiej. Są pełni energii i tracą na wadze. Nie dziwię się, na pewno tak jest. Fakty są jednak takie, że wrażliwość na gluten u osób, które nie są chore na celiakię, jest bardziej niejasna. Niektóre portale sugerują, że 18 milionów osób jest uczulonych na gluten. Skąd te dane? Większość pacjentów skarży się na problemy żołądkowe i gazy. Niektórzy dodają zmęczenie, problemy z koncentracją i depresję. Nie ma jednak żadnych testów potwierdzających to schorzenie. Wiele osób, które twierdzą, że są uczulone na gluten, nigdy nie przeszło testu na celiakię, alergię pszeniczną i inne uczulenia. Rezygnują z glutenu i czują się lepiej. Jest to bardzo często przypadek osób cierpiących na syndrom drażliwego jelita. Tu od razu dodam, że schorzenie to jest bardzo powszechne, ale z marketingowego punktu widzenia nie ma najmniejszych szans na karierę. „Nie toleruję glutenu” brzmi nowocześnie, natomiast „cierpię na syndrom jelita drażliwego” grzmi kiepsko, media tego raczej nie podchwycą :).

Jest to jednak schorzenie, które jest obecnie niemal powszechne. Charakteryzuje się bólami brzucha, wzdęciami, gazami, biegunkami lub zatwardzeniem. Jednym słowem całym zestawem problemów trawiennych, a one lawinowo prowadzą do wielu innych problemów i schorzeń. Problemy z trawieniem bezpośrednio przekładają się na nasze emocje, co podkreślała już Ajurweda i Medycyna Chińska. A więc gdy cierpimy na przewlekłe problemy trawienne, to zagwarantowane mamy problemy z emocjami – rozdrażnieniem lub depresją. Człowiek jest niezwykłą, idealnie i precyzyjnie skonstruowaną istotą, systemem wzajemnie za sobą powiązanym i połączonym. Gdy w równowadze tej zostanie zaburzony jeden, maleńki element, to cały system wcześniej czy później się rozpadnie. Tak jak w precyzyjnie skonstruowanej maszynie.

W tym miejscu proszę zwróćcie uwagę na bardzo ważny fakt – w nowoczesnym świecie zdecydowanie spada zdolność naszych jelit do prawidłowego trawienia. Dlaczego? Wspomagające trawienie, niezbędne do zdrowego życia bakterie nagminnie i nonszalancko niszczymy przy pomocy antybiotyków i innych leków, ale również chlorowanej wody, produktów antybakteryjnych itd. Z naszej diety coraz częściej znikają np. domowej roboty kiszone ogórki czy kapusta, które kiedyś w naszym kraju były stałym punktem programu. Kiszonki jada się na całym niemal świecie. Znane są w kuchni chińskiej i japońskiej od tysięcy lat, podawane do posiłków codziennie. A dzisiaj w naszym kraju młode mamy pytają mnie, czy małym dzieciom można podawać kiszone ogórki. Tak, można i trzeba! Najlepiej domowej roboty lub z dobrze znanego źródła. Jeszcze jest czas, żeby ukisić je na zimę. Przepis jest tutaj.

Dobrze by było, gdyby przy okazji jedli je również rodzice :). Kiszone ogórki to nie tylko bezcenne bakterie, które powstają w wyniku fermentacji, ale również bogactwo błonnika. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. A jak wskazują badania, błonnika w naszej diecie spożywamy o wiele za mało. Kiedyś powszechnie jadano w Polsce na śniadanie dobrze ugotowaną owsiankę. Dzisiaj większość osób twierdzi, że jej nie jada, bo im nie smakuje. Źle ugotowane mięso bez przypraw również nie jest smaczne. Na wszystko trzeba znaleźć sposób. Możemy przyrządzić płatki owsiane w taki sposób (są ich dziesiątki), że będą nam smakowały. Zamiast zdrowych, pełnowartościowych śniadań większość Polaków wybiera rano kanapki, parówki, wędliny itd. Do czego to prowadzi? Błona śluzowa wyścielająca jelito staje się niesprawna. W jaki sposób? Bakterie jelita rozwijają się na błonniku, który spożywamy. Kiedy w naszym pożywieniu brakuje błonnika, bakteria jelitowe uciekają się do zjadania błony śluzowej – jako swego pokarmu. Śluzówka uniemożliwia żywności wejście do krwioobiegu, gdzie może być zidentyfikowana jako „obca” i powodować problemy w rodzaju alergicznych reakcji i stanów zapalnych. Więc kiedy błona śluzowa zostaje zniszczona, górę biorą alergie pokarmowe i uczulenia.

Kiszone ogórki to nie jedyny tradycyjny produkt, którego spożycie w ostatnich czasach bardzo ograniczyliśmy. A co z kefirami lub prawdziwym zsiadłym mlekiem? Z naturalnym zakwasem z buraków? Wspomnianą owsianką, kaszami, siemieniem lnianym, warzywami, roślinami strączkowymi? Nie możemy być w pełni zdrowi i cieszyć się energią i życiem bez tych wszystkich naturalnych, tradycyjnych składników pokarmowych, które odgrywają ogromnie ważną rolę w organizmach naszych i naszych dzieci.

Tak więc popadamy w błędne koło…

Coraz więcej naukowców jest więc zdania, że naszym problemem nie jest nietolerancja glutenu, ale schorzenie zwane zespołem jelita drażliwego. Osoby cierpiące na syndrom drażliwego jelita mogą w rzeczywistości czuć się znacznie lepiej na diecie bezglutenowej, chociaż to nie gluten jest ich głównym problemem. Wzrost wrażliwości na gluten wydaje się być więc głównie sterowany przez konsumentów i interesy przemysłowe, a nie solidne badania naukowe. „Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, niezwiązana z celiakią wrażliwość na gluten pozostaje nieuzasadniona”, stwierdziła Biesiekierski w opublikowanym w grudniu dodatku do magazynu „Current Allergy and Asthma Reports”. Obecnie Biesiekierski skupia się na eksperymentach, które mają na celu ustalenie czy niezwiązana z celiakią wrażliwość na gluten w ogóle istnieje.

Tym czasem coraz więcej naukowców przyznaje, że naszym poważnym problemem prawdopodobnie jest wspomniany wcześniej glifosat, który używany jest na całym świecie przy uprawach pszenicy, zbiorach, przechowywaniu oraz zwalczaniu chwastów. Miliony litrów glifosatu są wykorzystywane do upraw na całym świecie każdego roku, a stosowanie herbicydów wciąż dramatycznie rośnie, w związku z ich zastosowaniem przy uprawach żywności genetycznie modyfikowanej. Wyniki bardzo wielu badań zwracają uwagę na poważne konsekwencje glifosatu dla zdrowia ludzkiego, takie jak choroby nowotworowe czy zaburzenia hormonalne. Najnowsze badania pokazują, że glifosat także niszczy i uszkadza układ pokarmowy, powodując chorobę trzewną, nietolerancję glutenu oraz IBS. Wykazano, że glifosat powoduje uszkodzenie komórek wątroby, rozkładanie się węzłów w ścianie jelit, co prowadzi do zespołu nieszczelnego jelita, zabija enzymy i zakłóca florę jelitową, prowadząc do chorób układu pokarmowego, a w ten sposób wywierając szkodliwy wpływ na resztę organizmu. Jednym słowem jest trucizną.

Dla osób dotkniętych licznymi dolegliwościami które oceniają na „nietolerancję glutenu”, usuwanie go z diety jest więc oczywistą odpowiedzią na niepokojące obawy. Warto jednak spojrzeć na ten problem szerzej. Wyniki badań nad szkodliwością glifosatu stanowią dobry powód do zastanowienia się nad wyborem żywności ekologicznej i wolnej od GMO, która jest droższa, ale nie trzeba się po niej leczyć…

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło :). Nowoczesna pszenica odbiega już tak daleko od oryginału, jaki jadali nasi przodkowie, jest tak przetworzona i oczyszczona, że stała się niemal bezwartościowa z odżywczego punktu widzenia. Dlatego całe zamieszanie wokół niej może wyjść nam wszystkim na dobre. Dzięki niemu otwieramy się na inne, zdrowe i pełnowartościowe mąki, jak np. razowe, żytnie, gryczane, owsiane, jęczmienne czy właśnie orkiszowe. Poszukujemy zdrowego chleba i makaronów. Coraz częściej sami pieczemy domowe chleby i bułeczki robiąc eksperymenty z różnymi rodzajami mąki. Ja uwielbiam „Szybki chlebek joginów”, który przygotowuję w zaledwie 30 minut (przepis znajduje się w mojej książce „Smak miłości”). Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, co jemy. Nie ma chyba jednak sensu popadać w skrajność i możemy raz na jakiś czas pozwolić sobie na drożdżowe bułeczki własnej roboty, czy pyszne domowe ciasta lub chleby z dodatkiem białej mąki pszennej. Podkreślam – raz na jakiś czas :). Doświadczone panie domu wiedzą doskonale, że bez pszennej mąki ciasto nigdy nie będzie lekkie i dobrze wyrośnięte. Niestety. Ja poszukuję nowych przepisów i możliwości, robię eksperymenty z różnymi rodzajami mąki, ale raz w tygodniu robię sobie totalną dyspensę i jadam ciasta z białej mąki, które przypominają mi smaki dzieciństwa. Nie można dać się zwariować :).

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” – mówi najstarsza znana nam modlitwa. Dzisiaj należało by dodać „chleba wolnego od chemicznych dodatków, ulepszaczy smaku i GMO”… Wygląd na to, że to nie Bóg popełnił błąd tworząc ziarna pszenicy i gluten, ale człowiek, który usiłuje przechytrzyć i ulepszyć naturę.

Marzy mi się świat, w którym ludzie będą kierowali się nie chęcią zysku za wszelka cenę, kosztem życia i zdrowia innych ludzi, ale dobrem drugiego człowieka. Może jestem naiwna, ale wierzę, że taki świat kiedyś nastanie. A póki co wszystkie dietetyczne rewelacje kwestionuję, weryfikuję i zawsze szukam prawdziwego źródła problemu. Tylko w ten sposób można dotrzeć do źródła prawdy i naprawdę wyleczyć choroby. Nie tylko swoje, ale również świata.

Życzę Wam dużo zdrowia i zdrowego rozsądku w tym zwariowanym świecie…

Trzymajmy się dzielnie!!! 🙂

 

Informacje na podstawie
www.monitorpl.com
SeattlePi.com, Relevant Radio, sciencenews.com, The Wall Street Journal, oprac. Ela Zaworski
www.food-forum.pl
ScienceNews.pl / Ewa Panasiuk