Po piąte: uregulowałam godziny posiłków

1. Przed śniadaniem – piłam „koktajl długowieczności”, czyli 1 łyżkę świeżo zmielonego siemienia lnianego wymieszaną z 2 łyżkami soku z żurawiny (bez cukru!) i zalane 1 szklanką letniej wody

Dlaczego? Taką metodę znalazłam w książce pt. „Plan wypłukiwania tłuszczu” Ann Louise Gittleman. Autorka dowodzi w niej, że aby pozbyć się niechcianego tłuszczu możemy usunąć go tylko używając innego, zdrowego tłuszczu. W tym przypadku tego, który znajduje się w siemieniu lnianym oraz oleju lnianym. Siemię lniane reguluje trawienie, wspomaga wydalanie, a także oczyszcza organizm. Jest również naturalną terapią hormonalną, która jest wręcz niezbędna dla kobiet w każdym wieku, a zwłaszcza po porodzie. Więcej o siemieniu lnianym możesz przeczytać tutaj:

Sok z żurawiny zapobiega zatrzymywaniu wody w organizmie, oczyszcza układ limfatyczny z nagromadzonych odpadów, a także pomaga w usuwaniu cellulitu. Doskonale też wpływa na drogi moczowe oraz na nerki. Jak się wkrótce przekonałam, taka mieszanka dodaje również dużo tak niezbędnej w tym czasie energii.

Kasza jaglana (W)
2. Śniadanie (godz. 7:00 – 8:00)

Każdy dzień postanowiłam zacząć od pełnowartościowego i bardzo odżywczego śniadania. Postanowiłam, że to będzie mój główny i najbardziej obfity posiłek w ciągu dnia. W myśl mądrego przysłowia: „Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi”.

Płatki owsiane lub kasza jaglana stały się obowiązkową podstawą moich śniadań. Czasem zastępował je ryż (najlepiej brązowy) lub quinoa. Na śniadanie jadałam również: jajka z warzywami, kozie twarogi z warzywami, razowe pieczywo z warzywami. Przestrzegałam zasady, by nie łączyć w jednym posiłku białek i węglowodanów. Do potraw dodawałam pestki słonecznika lub dyni, migdały, orzechy, sezam, jagody goji, żurawinę itd. W rozsądnych ilościach. A także sezonowe owoce (bez winogron i bananów).

Szukałam przepisów, robiłam eksperymenty, by znaleźć metody na to, aby śniadanie smakowały nie tylko mi, ale również całej naszej rodzinie. Udało się. Efekty opisałam w mojej książce pt. „Smak miłości”. Jest w niej wiele pomysłów na zdrowe i pyszne śniadania na każdą porę roku.

Jeśli chodzi o wielkość śniadania, to szczerze mówiąc jadłam tak, aby się najeść. Po wypiciu szklanki siemienia lnianego z sokiem z żurawiny te potrzeby jednak nieco się zmniejszyły J.

Do śniadania piłam napar z: zielonej herbaty, mate, pokrzywy (oczyszcza i wzmacnia krew), skrzypu polnego (oczyszcza i wzmacnia nerki). Czasem osobno, a czasem robiłam mieszanki z dodatkiem suszonych owoców dzikiej róży.

3. Drugie śniadanie (godz. 11:30 – 12:00)

Bardzo jest ważne, aby w ciągu dnia nie głodzić organizmu i nie doprowadzać się do uczucia głodu. Należy pamiętać o tym, by jeść co kilka godzin. Kolejny posiłek wypada więc w okolicy godz. 12:00. Do wyboru, np. miska zupy jarzynowej lub np. z soczewicy (ewentualnie z kromką pełnoziarnistego pieczywa), krupnik z dużą ilością warzyw… Albo miseczka kaszy z warzywami, pełnoziarnisty makaron z warzywami, sałatka, jogurt kozi, kromka pełnoziarnistego pieczywa z warzywami, rośliny strączkowe z warzywami, falafel z warzywami, tofu z warzywami itd… Coś niewielkiego ale bardzo pożywnego lub coś w dużej ilości, ale bardzo lekkiego (np. duża miska sałaty).

Warzywa jemy bez ograniczeń za wyjątkiem ziemniaków (zawierają skrobię), które można jeść raz lub dwa razy w tygodniu w towarzystwie innych warzyw.

Jako dressing do sałaty używałam octu jabłkowego (naturalnego, bez konserwantów) oraz oleju lnianego. Do tego odrobina czosnku i mnóstwo świeżych ziół. Pycha… Bardzo często też jadałam Sałatkę Nicejską (przepis znajdziesz w „Smaku miłości”), która jest bardzo odżywcza i sycąca, a zachowuje zasady diety niełączenia.

Moja rada: jeśli pracujesz, to zabierz drugie śniadanie ze sobą do pracy. Możesz je przygotować nawet wieczorem, dzień wcześniej. Jest to możliwe – to tylko kwestia determinacji i dobrej organizacji. 🙂

4. Obiad (ok. godz. 15:00)

W tym czasie na obiad jadałam białko z warzywami. A więc kawałek dobrej ryby lub drobiu z dużą ilością warzyw. Gdy karmiłam Helenkę piersią czasem jadałam drób. Pierś indyka lub pierś kurczaka. Ale przeważnie ryby. Najczęściej łososia. Mówi się, że jest tłusty. Ja po nim chudłam. Do tego dużo pieczonych lub gotowanych warzyw: cukinia, szparagi, papryka, pory, cebula, czosnek, kalafior, fasolka szparagowa, marchewka, dynia, kabaczki, … Co było dostępne w danym sezonie. Warzywa do syta. Bez ograniczeń. Ale nie ziemniaki. Ziemniaki, jak napisałam wyżej, tylko raz lub dwa razy w tygodniu, tylko z dodatkiem innych warzyw. Na obiad nie jadałam również kaszy, ryżu, makaronów, ale jadałam je wcześniej w ciągu dnia.

Mój obiad był szybki i bardzo łatwy w wykonaniu. Od wielu już lat bardzo sporadycznie coś smażę. Przeważnie piekę i gotuję.